Niby nic wielkiego, ale sałata lodowa z piersią kurczaka, ogórkiem poszatkowanym jak na mizerię i koperkiem wyszła świetna. Sałata lodowa z piersią kurczaka zastąpiła u nas w upalny dzień obiad, podałam do niej opieczone kromki bułki, bo co jak co, ale chrupkie i gorące pieczywo to ja po prostu uwielbiam. Nie zawsze musi być kotlet albo bób, bo ostatnio to normalnie bób jadam codziennie i nie wiem, jak długo ta faza zachwytu u mnie jeszcze potrwa. Pewnie do czasu, aż uda mi się gdzieś kupić wielkie, krzywe i cudownie pachnące pomidory z krzaków rosnących gdzieś w przydomowym ogródku. Wtedy wystarczy serek topiony na kanapce, pomidory w grubych plastrach i piklowana cebula. Muszę wam jeszcze zupę z serkiem topionym pokazać i piklowaną cebulkę, bo wczoraj zrobiła ją moja mama i wyszła świetna. Ale wracając do dania dzisiejszego: sałata lodowa z piersią kurczaka może zostać zmieszana z oliwą, olejem, sosem winegret lub podobnym, z majonezem, śmietaną albo nawet serkiem lub jogurtem. Jest wiele możliwości, wszystko zależy, na jakie połączenie smaków się nastawiacie.
U mnie tym razem sałata lodowa z piersią kurczaka połączyła się z czubatą łyżką jogurtu greckiego, bo została mi porcja z przygotowywania sosu tzatziki. W efekcie wylądował starty w miarę grube paski ogórek, resztka koperku, usmażona w ziołach greckich (gotowej mieszance) pierś z kurczaka, jogurt i trochę czosnku. Fajnie wyszło, na koniec chlust oliwy, bo jakoś mi tak bardzo pasowała, że nie mogłam sobie odmówić. Ciekawa jestem, czy dla ciebie sałata lodowa to hit czy kit? Ja ją bardzo lubię, zachowuje chrupkość, łatwa jest do kupienia, tania, ma fajny smak i dobrze komponuje się w wielu sałatkach oraz surówkach. Nawet wrapy można z niej przygotować, jak nie chce się jeść węglowodanów.
Sałata lodowa jest po części takim kulinarnym fenomenem. Zastanawialiście się kiedyś nad tym? Leży na półkach każdego supermarketu, idealnie okrągła, zapakowana w szeleszczącą folię, twarda jak piłka lekarska i niemalże nieśmiertelna. W świecie, w którym awokado psuje się w kwadrans po osiągnięciu dojrzałości, a banany czernieją na sam widok słońca, sałata lodowa potrafi przetrwać w czeluściach lodówki apokalipsę, by po dwóch tygodniach wciąż chrupać z tą samą, bezczelną werwą. Jak to się stało, że to zielone uosobienie amerykańskiego snu wylądowało na naszych polskich stołach?
Aby zrozumieć, skąd się to wzięło, musimy cofnąć się do Stanów Zjednoczonych końca XIX wieku. W 1894 roku firma nasienna W. Atlee Burpee Company wprowadziła na rynek nową odmianę sałaty kruchej. Z początku nie nazywała się wcale „lodową”, lecz po prostu „Crisphead” (krucha główka). Prawdziwa rewolucja i chwytliwa nazwa nadeszła jednak w latach 20. i 30. XX wieku. Kalifornijscy rolnicy stanęli przed wyzwaniem, jak przetransportować tę sałatę w takiej formie na gęsto zaludnione Wschodnie Wybrzeże, aby nadal była świeża? Rozwiązanie było genialne w swojej prostocie. Główki sałaty pakowano do pociągów i zasypywano tonami kruszonego lodu. Kiedy pociągi docierały do Nowego Jorku, wagony przypominały z daleka sunące po torach góry lodowe. Widok ten tak mocno zapadł w pamięć kupcom i konsumentom, że nazwa „Iceberg” przylgnęła do niej na zawsze.
W Polsce od zawsze, odkąd pamiętam, sałata była masłowa, delikatna, krucha, wymagająca płukania z piasku i odwirowywania, bo łapała sporo wody i potem surówka z jej udziałem po prostu pływała. Masłowa była delikatna, wymagała rwania i mówiło się, że nigdy nie wolno kroić jej nożem. Miała i ma nadal swój urok w towarzystwie gęstej śmietany z dodatkiem cukru, odrobiny soli, a czasem soku z cytryny lub octu; była miękka i słodko-kwaśna. Stanowiła dodatek do niedzielnego schabowego albo mielonego i ziemniaczków. W latach dziewięćdziesiątych w Polsce wraz z pierwszymi restauracjami McDonald’s i powiewem zachodniego luksusu pojawiła się właśnie sałata lodowa. Normalnie był szok kulturowy. Jak to? Sałata, która chrupie jak chipsy? Której nie trzeba rwać z namaszczeniem, tylko można ciachać nożem w kostkę? Sałata lodowa idealnie wpisała się w nasze menu.
Ja osobiście bardzo ją lubię i mimo że właśnie decyduję się na zjedzenie jej po kilku dniach od kupienia, jakoś nie zawodzi. Fakt, kupuję ją dość często w porównaniu z innymi odmianami jak dębowa, masłowa czy roszponka, chociaż tej koleżanki to ja po prostu nie lubię. Rukola, listki botwinki czy szpinak spoko mogą być, ale fenomenu roszponki, jej okropnego zapachu i tego, że ktoś ten produkt kupuje, to ja chyba nigdy nie zrozumiem. Chociaż i tak jestem otwarta na wszelką zieleninę, bo czy to natka pietruszki, szczypiorek czy dymka – na to ja zawsze jestem chętna.
Ale ja mam po prostu swoje przyzwyczajenia kulinarne. Ogórki szklarniowe są do sałatek, surówek i mizerii. Te krótkie i z kolcami, takie odmiany z pola, to tylko do kiszenia i przygotowywania małosolnych. Ich smak pasuje mi tylko po fermentacji, za to w sałatkach nie występują nigdy. Tak że spoko, trzeba trzymać się przyzwyczajeń, jeśli nie da się ich zmienić lub bardzo nam to nie odpowiada. To właśnie jest cudowne w kulinariach: możliwość zmiany, dostosowania, zastąpienia, dobrania smaku i składników pod swoje potrzeby i upodobania.
Piersi z kurczaka kupuję chyba jednak rzadziej niż udka do pieczenia, chociaż ja generalnie mam ostatnio problem z dobraniem składników do swojej diety. Jakość, przemysłowe hodowle, wodniste mięso rozchodzące się w palcach i upały jakoś nie przekonują mnie do jedzenia mięsa. Wiem, staram się trzymać odpowiednią ilość białka w diecie, dzielnie przeliczam. Używam w sumie najwięcej jajek, serów kozich i owczych, czasami wspomagając się odżywkami białkowymi i w tym wypadku wybieram zazwyczaj markę Huel, ponieważ ma produkty roślinne, a zjedzenie codziennie odpowiedniej ilości nasion słonecznika, sezamu czy komosy jakoś mi nie wychodzi. Traktuję je jako urozmaicenie diety. Mięso wybieram ekologiczne; do takiej sałatki miałam eko drób bez skóry, pewnie mogłabym też zrobić pulpeciki, ale jakoś mi się nie chciało i poszłam na łatwiznę. Są takie dni, że nie chce mi się stać za długo przy kuchennym blacie, wtedy na przykład taka sałata lodowa z piersią kurczaka, ogórkiem poszatkowanym jak na mizerię i koperkiem świetnie się sprawdza!
SAŁATA LODOWA Z PIERSIĄ KURCZAKA
SAŁATA LODOWA Z PIERSIĄ KURCZAKA – składniki:
- 1 podwójna pierś z kurczaka
- 1 sałata lodowa
- 2 ogórki szklarniowe
- 1 mała cebula cukrowa
- 1 pęczek koperku
- 1 czubata łyżka jogurtu greckiego
- 1-2 ząbki czosnku
- kilka łyżek oliwy
- 1 łyżka ziół greckich (najlepiej gotowej mieszanki)
- bułki do podania
SAŁATA LODOWA Z PIERSIĄ KURCZAKA – przepis:
- Pierś z kurczaka kroję w cienkie paseczki. Mieszam z ziołami i smażę na 2-3 łyżkach oliwy szybko na patelni, żeby się ścięła, ale nie zdążyła przesuszyć. Kilka razy przewracam. Studzę na talerzu.
- W tym czasie sałatę lodową kroję w paski, dość grube, tu nie mam skrupułów.
- Ogórki obieram i ścieram w plasterki, na tarce do mizerii.
- Czosnek obieram i przepuszczam przez praskę.
- Koperek szatkuję.
- W misce mieszam zimną sałatę, ogórka, koperek, czosnek i pierś z kurczaka razem z całym sosem z patelni, dodaję jogurt (lub śmietanę), trochę oliwy i mieszam.
- I właściwe tyle: sałata lodowa z piersią kurczaka, ogórkiem startym jak na mizerię i koperkiem została u mnie podana z opieczonymi bułkami na maśle.
Często zadawane pytania:
Z czym najlepiej smakuje sałata lodowa z piersią kurczaka?
Ta sałata lodowa z piersią kurczaka to świetny pomysł na lżejszy obiad w upalny dzień. Wymieszaj pokrojoną sałatę z czubatą łyżką jogurtu greckiego, startym ogórkiem szklarniowym i poszatkowanym koperkiem. Możesz świetnie wykorzystać resztkę z przygotowywania przepisu na domowy sos tzatziki. Podaj całość z gorącymi i chrupiącymi kromkami bułki opieczonymi na maśle. Ot tak po prostu. Wychodzi fantastycznie.
Czy sałata lodowa z piersią kurczaka sprawdzi się z innym sosem?
Oczywiście. Masz tutaj pełną dowolność wyboru. Sałata lodowa z piersią kurczaka znakomicie połączy się z klasycznym sosem winegret, gęstą śmietaną albo zwykłym majonezem. Możesz też dodać serek topiony lub samą oliwę. Wszystko zależy wyłącznie od tego, na jakie smaki masz dzisiaj ochotę w swojej kuchni.
Jakie ogórki są najlepsze, gdy w twojej kuchni powstaje sałata lodowa z piersią kurczaka?
Zdecydowanie polecam długie ogórki szklarniowe. Zawsze obieram je i ścieram na tarce w cienkie plasterki jak do mizerii. Krótkie ogórki gruntowe z kolcami zostawiam wyłącznie do kiszenia lub przygotowywania małosolnych. Ich smak zupełnie nie pasuje mi do takich świeżych, chrupiących surówek.
Co zrobić, żeby sałata lodowa z piersią kurczaka nie miała w sobie suchego mięsa?
Sekretem jest bardzo krótkie smażenie mięsa na patelni. Pokrój pierś w cienkie paseczki. Wymieszaj je dokładnie z gotową mieszanką ziół greckich. Smaż krótko na kilku łyżkach oliwy, aby mięso tylko z wierzchu się ścięło. Dzięki temu sałata lodowa z piersią kurczaka zachowa niesamowitą soczystość. Pamiętaj też koniecznie, aby na sam koniec wlać do miski cały aromatyczny sos ze smażenia.



Ta sałata lodowa z piersią kurczaka brzmi jak prawdziwa letnia poezja w talerzu Uwielbiam takie proste i świeże smaki, które przypominają mi ciepłe dni i leniwe popołudnia u mojej babci Chętnie wypróbuję ten przepis, bo Olga świetnie potrafi połączyć składniki tak, że aż chce się jeść
Jak to cudownie czytać o czymś tak zwyczajnym jak sałata lodowa i nagle odkrywać jej tajemnice Historia z amerykańskim snem i transportem na lodzie brzmi magicznie Czuję, że Olga ma do tych smaków prawdziwy sentyment i to sprawia, że jej przepisy są takie bliskie sercu
Przepis wygląda na prosty do zrobienia i fajny na lato Lubię sałatę lodową, bo jest chrupiąca i lekka
Nie jestem mistrzem gotowania ale ten przepis wydaje się być bezproblemowy Do tego jogurt i kurczak to dobre połączenie
Sałata lodowa to dla mnie normalny składnik sałatek Warto czasem spróbować czegoś nowego z kurczakiem jak u Olgi
Fajnie że Olga podpowiada jak zrobić coś lekkiego na obiad W upały takie danie dobrze się sprawdza
Sałata lodowa faktycznie długo trzyma świeżość To wygodne i dzięki temu można ją często używać w różnych potrawach