Dla mnie budyń z sokiem malinowym, kisiel i kasza manna z sokiem były wypasionymi deserami za czasów dzieciństwa. Budyń z sokiem zazwyczaj wygrywał, pewnie dlatego, że z założenia był słodszy. Pamiętam doskonale butelki z kapslem ustawiane na klatkach schodowych w bloku. Latem, gdy było ciepło lub w deszczową pogodę, przyjeżdżały już zakwaśniałe. Mówię tu o latach siedemdziesiątych i osiemdziesiątych, gdy mleko można było kupować nie tylko w sklepie, ale również w takim abonamencie bezpośrednio pod drzwi. Potem pijało się mleko w szkołach. Znaliśmy mleko w butelce, w torbie foliowej i w proszku. A i w porywach szaleństwa było mleko w puszce. Zazwyczaj piło się świeże lub pasteryzowane. W tamtych czasach o procesie UHT nikt jeszcze nie słyszał.
Teraz najwięcej mleka dostaniecie w kartonach właśnie oznaczone symbolem UHT. Zdziwiłam się ostatnio w Selgrosie, gdy podeszłam do mleka w torbach i liczyłam na pasteryzację w niskiej temperaturze, a tam też UHT i tak mnie trochę zawiesiło, bo do końca nie wiadomo, co z takim mlekiem zrobić, bo raczej w szafce kuchennej go nie ustawisz jak puszki, pudełka czy słoiki.
Stojąc przed sklepową półką z nabiałem, często sięgamy po mleko w kartonie z napisem UHT. Dla wielu z nas to wybór podyktowany wygodą – długi termin ważności i brak konieczności przechowywania w lodówce przed otwarciem to ogromne atuty. Jednak wokół tego produktu narosło wiele mitów. Czy mleko, które nie psuje się przez pół roku, może być naturalne? Czy ma jakieś wartości odżywcze? Czas przyjrzeć się bliżej temu, co wlewamy do porannej kawy.
Co oznacza skrót UHT? UHT to skrót od angielskiego Ultra High Temperature, co można przetłumaczyć jako „bardzo wysoka temperatura”. Termin ten odnosi się do specyficznego procesu sterylizacji, któremu poddawane jest surowe mleko. Cała „magia” polega na błyskawicznym podgrzaniu płynu do temperatury około 135-150°C na zaledwie 2-3 sekundy, a następnie natychmiastowym schłodzeniu go do temperatury pokojowej. Ten szok termiczny ma jeden główny cel: zniszczenie wszystkich drobnoustrojów oraz, co najważniejsze, ich przetrwalników, które w normalnych warunkach mogłyby doprowadzić do psucia się mleka. Dzięki temu zabiegowi oraz sterylnemu pakowaniu w wielowarstwowe kartony (chroniące przed światłem i tlenem), mleko UHT staje się produktem trwałym.
Mleko UHT to kulinarny zadaniowiec. Jego uniwersalność sprawia, że jest niezastąpione w wielu codziennych przepisach, jak wypieki i desery, naleśniki i placki, sosy czy kawa. Jest idealne do przygotowania budyniu, kremu karpatkowego czy domowego kakao. Mimo wielu zalet, proces UHT ma też swoje ograniczenia. Wysoka temperatura zmienia strukturę białek serwatkowych i kazeiny. Choć nie wpływa to znacząco na wartość odżywczą (zawartość wapnia czy białka pozostaje zbliżona), zmienia właściwości fizykochemiczne płynu. Dlatego mleko UHT nie nadaje się do produkcji serów podpuszczkowych, jogurtów czy naturalnego zsiadania.
Są w polskiej kuchni dania, desery i potrawy, które nie potrzebują drogich składników ani skomplikowanych receptur, by stać się legendą. Jedną z nich jest bez wątpienia gorący, gęsty budyń polany zimnym sokiem owocowym. To deser, który dla wielu z nas jest smakiem dzieciństwa, lekiem na jesienną chandrę i najszybszym sposobem na „coś słodkiego”, gdy szafka ze słodyczami świeci pustkami. Choć świat kulinariów poszedł do przodu, a w cukierniach królują makaroniki i serniki baskijskie, ten prosty mleczny przysmak wciąż jest przygotowywany w milionach polskich domów. Czasami robiło się budyń ze śmietaną na zmianę, nawet ostatnio taki kupiłam w barze Miś we Wrocławiu.
Mam wrażenie, że fenomen budyniu polega na jego prostocie i banalności. W podstawowej wersji to tylko mleko, cukier i skrobia ziemniaczana. Niezależnie od tego, czy sięgamy po gotową torebkę ze sklepu, czy decydujemy się na wersję domową, efekt zawsze jest ten sam: aksamitna, rozgrzewająca masa, która koi nerwy. Warto jednak pamiętać, że przygotowanie domowego budyniu od podstaw zajmuje tyle samo czasu, co ugotowanie tego z proszku. Wystarczy w części zimnego mleka rozmieszać mąkę ziemniaczaną z żółtkiem i cukrem waniliowym, a następnie wlać to do gotującego się mleka. To właśnie moment gęstnienia masy w garnku jest tym, na który wszyscy czekają, pilnując, by mleko nie wykipiało, a na dnie nie zrobiła się przypalenizna.
Sam budyń, choć smaczny, byłby jednak niepełny bez swojego nieodłącznego towarzysza, domowego gęstego soku owocowego. W polskiej tradycji najczęściej sięgamy po syrop malinowy, rzadziej wiśniowy lub z czarnej porzeczki. Kluczem do sukcesu jest tutaj kontrast. Gęsty, parujący budyń wlewamy do miseczki, a na wierzch lejemy chłodny syrop. To właśnie ta różnica temperatur i konsystencji sprawia, że każdy kęs jest wyjątkowy. Można dodać jeszcze owoce, w sezonie świeże, poza sezonem takie rozmrożone, też są spoko. Widać u mnie w takiej postaci maliny.
Sposób jedzenia budyniu z sokiem czy śmietaną to temat na oddzielną dyskusję. Są tacy, którzy mieszają wszystko od razu na różową papkę. Inni, bardziej cierpliwi, wyjadają go precyzyjnie łyżeczką, zanurzając każdą porcję białej masy w czerwonym sosie. Dzieci uwielbiają robić w środku kopca wulkan lub fosę, do której wlewają sok, tworząc na talerzu małe, słodkie jezioro. Niezależnie od techniki, smak pozostaje ten sam, słodki, waniliowy, przełamany owocową kwasowością. Wiem, że wiele osób skarży się, że się mleko przepala. Aby mleko nie przywierało do dna garnka (co jest częstym problemem przy gotowaniu budyniu), warto zastosować kilka sprawdzonych trików:
- Zimna woda: Przed wlaniem mleka przepłucz garnek zimną wodą. Pozostawienie na dnie cieniutkiej warstwy wody tworzy barierę, która utrudnia przywieranie białek mleka.
- Gruby spód: Używaj garnków z grubym dnem, które równomiernie rozprowadzają ciepło. Cienkie dno często prowadzi do powstawania „gorących punktów”, gdzie mleko momentalnie się przypala.
- Mieszanie: To podstawa – mleko trzeba mieszać, szczególnie gdy zaczyna się gotować i dodajemy masę budyniową.
- Mały ogień: Mleko nie lubi gwałtownego podgrzewania. Lepiej gotować je wolniej, na mniejszej mocy palnika.
Budyń z sokiem to dowód na to, że w kuchni nie trzeba wiele, by sprawić radość domownikom. To deser na każdą kieszeń, który zrobimy z produktów dostępnych w każdym osiedlowym sklepie. Sprawdza się jako szybki podwieczorek, ciepła kolacja dla niejadków czy ratunek, gdy niespodziewani goście pukają do drzwi. Można go ugotować na mleku prosto od krowy, ale równie dobrze sprawdzi się mleko UHT, które zawsze mamy w zapasie. To klasyka, która się nie starzeje i która, mimo zmieniających się mód żywieniowych, prawdopodobnie zostanie z nami na kolejne dekady, łącząc pokolenia przy wspólnym stole. Wybierzcie smak budyniu z proszku jak wolicie, u nas najczęściej jest śmietankowy albo waniliowy, na zdjęciu z facebooka w barze Miś był jakiś malinowy chyba, ale ja tych czerwonych, tak w skrócie, nie kupuję.
BUDYŃ Z SOKIEM
BUDYŃ Z SOKIEM – składniki:
- 1 litr mleka
- 2 opakowania budyniu
- 2 łyżki cukru
- sok malinowy
- owoce dowolne
BUDYŃ Z SOKIEM – przepis:
- Garnek opłukuję wodą. Wlewam mleko. Zagotowuję 700 ml mleka z cukrem.
- W 300 ml letniego mleka rozpuszczam proszek budyniowy. Wlewam rozpuszczony budyń do gorącego mleka i szybko mieszam.
- Gdy jest gęsty rozlewam budyń do miseczek.
- Podaję. Przestudzony budyń z sokiem i malinami jest idealny na deser lub kolację.
Często zadawane pytania:
Czy mleko UHT nadaje się na domowy budyń z sokiem?
Zdecydowanie tak. Choć mleko UHT przechodzi proces sterylizacji w bardzo wysokiej temperaturze, co zmienia nieco jego strukturę białkową, jest ono kulinarnym zadaniowcem. Świetnie sprawdza się do przygotowywania deserów, takich jak naleśniki, kakao czy właśnie gęsty budyń z sokiem. Jest wygodne, bo można je długo przechowywać w szafce, a w smaku gotowego deseru różnica jest praktycznie niewyczuwalna. To bezpieczna i praktyczna opcja, którą zawsze warto mieć w zapasie.
Jak ugotować budyń z sokiem, aby mleko nie przywierało do garnka?
To częsty problem, ale mam na to sprawdzone sposoby. Po pierwsze, przed wlaniem mleka warto przepłukać garnek zimną wodą – ta cienka warstwa płynu na dnie tworzy barierę ochronną. Po drugie, używaj garnków z grubym dnem, które równomiernie rozprowadzają ciepło, unikając „gorących punktów”. Pamiętaj też o częstym mieszaniu i gotowaniu na mniejszym ogniu. Dzięki temu Twój budyń z sokiem będzie idealnie gładki i bez posmaku spalenizny.
Z czym najlepiej serwować klasyczny budyń z sokiem?
Tradycja nakazuje użycie gęstego soku owocowego. Najlepszy będzie domowy sok z malin, który tworzy wspaniały kontrast smaków, słodkiej waniliowej masy i kwaskowatego syropu. Równie dobrze sprawdzi się sok wiśniowy lub z czarnej porzeczki. Kluczem jest tu także różnica temperatur: gorący deser i chłodny sok. Jeśli lubisz takie smaki dzieciństwa, pewnie posmakuje Ci również moja kasza manna na mleku, która jest równie „wypasionym” deserem.
Czy lepiej wybrać gotowy proszek, czy zrobić budyń z sokiem od podstaw?
Oba rozwiązania są dobre i zajmują tyle samo czasu. Gotowe torebki to wygoda, ale przygotowanie masy samemu jest banalnie proste i pozwala kontrolować skład. Wystarczy mąka ziemniaczana, żółtko, cukier i wanilia rozmieszane w zimnym mleku. Niezależnie od tego, czy wybierzesz wersję sklepową, czy zrobisz domowy budyń waniliowy od zera, efekt końcowy, czyli pyszny budyń z sokiem.


