Mam, ugotowałam sobie młody bób i to pierwszy w tym roku. Młody bób jest absolutnym hitem wczesnego lata i wakacji. Mam małą paczkę, zastanawiam się czy nie zamknąć się w łazience, jak z czekoladkami, żeby się z nikim nie dzielić. Może puszczę wodę do wanny dla niepoznaki ;) No dobra, zostanę sobą, po prostu będę bronić talerza ;) W sumie trochę głupio, bo to mąż przywiózł mi zakupy, ale zna mnie nie pierwszy rok i chyba da radę, zresztą tak nastawiona na bób w domu jestem chyba tylko ja i mama.
Przez wiele lat mroziłam bób na potęgę po 40-50 kg, od kilku lat jakoś zmniejszyłam tę ilość i zastąpiłam bób fasolą, bo jednak w wersji suszonej zajmuje znacznie mniej miejsca. Część moich czytelników boi się, że bób wzdyma. Ale wystarczy dodać do niego koper podczas gotowania i już problem z głowy. Generalnie tak samo gotuję bób mrożony jak i świeży. Płuczę go na sicie, wsypuję do garnka i gotuję z koprem, solą, cukrem do czasu, aż odpowiada mi jego konsystencja. Młody bób jest zielony, chrupiący i świeży. Starszy bardziej fasolowaty i suchy. W sumie wolę zdecydowanie ten z pierwszej połowy sezonu, potem on jest bardziej mączysty i aż tak mnie kulinarnie nie kręci.
Przesypuję z szelestem zielone, pękate ziarna z woreczka foliowego ze struną prosto do mojego ulubionego sita. Ten charakterystyczny dźwięk uderzających o dno strączków i lekko trawiasty zapach to dla mnie jasny sygnał, że zaczyna się sezonowa, kulinarna zabawa. W mojej kuchni nie ma miejsca na nudę, a kiedy na blacie ląduje pierwszy w tym roku bób, od razu wiem, co będę robić przez resztę popołudnia. Pamiętam, że w czasach mojego dzieciństwa kupowało się bób w łupinkach czy też strączkach. Teraz takiego nie widziałam od lat. Mając siatkę takiego bobu, przypominającego gigantyczną fasolkę szparagową, w dzieciństwie siadałam z mamą przy kuchennym stole, wyłuskiwałyśmy te małe cuda z łupinek, a ja bezczelnie podkradałam najsłodsze sztuki prosto z durszlaka i zjadałam na surowo jak zielony groszek.
Polacy mają absolutnego bzika na punkcie bobu, a w sieci prężnie działa nawet całkiem spora grupa osób, która z dumą nazywa siebie „bobożercami”. Wcale się temu fenomenowi nie dziwię, bo strączki mają w naszej polskiej kuchni potężną, wiekową tradycję. Od pokoleń na naszych ziemiach jadało się groch, fasolę i właśnie bób, które dawały sytość, białko i siłę do pracy. To fantastyczne, że dzisiaj, w dobie nowoczesnego, szybkiego gotowania, wciąż tak chętnie wracamy do tych prostych, ludowych korzeni. Zamiast szukać skomplikowanych i drogich superfoods na drugim końcu świata, mamy nasze własne, lokalne perełki, z których możemy być naprawdę dumni i włączać je do codziennego menu.
W takich prostych daniach zawsze stawiam na bezkompromisową jakość, bo z byle czego dobrego jedzenia po prostu nie da się ukręcić. Dlatego po zakupy ruszam zazwyczaj na lokalny bazarek, prosto do sprawdzonego sklepu, gdzie zawsze są świeże produkty. Kategorycznie omijam stragany, gdzie nie ma chłodziarek, bo zapocone, foliowe woreczki leżące całymi dniami na słońcu niestety nie wróżą dobrego smaku. Bób zamknięty w plastiku w wysokiej temperaturze dusi się, parzy, szybko traci swoją chrupkość, a po ugotowaniu robi się nieprzyjemnie mączysty. Wybieram zawsze takie nasiona, które są jędrne, intensywnie zielone i nie mają podejrzanych, ciemnych plam. To taka kolejna drobna sugestia.
Samo gotowanie bobu to naprawdę żadna wiedza tajemna, ale warto trzymać się kilku prostych, sprawdzonych zasad, żeby wyszedł perfekcyjnie maślany. Zawsze wrzucam go dopiero na osolony wrzątek i pilnuję czasu ze stoperem w ręku, żeby nie rozgotować go na nieapetyczną papkę. Zazwyczaj wystarczy od trzech do piętnastu minut. Zależnie od wielkości samego bobu, odmiany, czasu zbierania i tego, czy wolicie chrupkie, czy jednak takie bardziej fasolowate. Jeśli macie wrażliwe żołądki i strączki sprawiają wam problemy z trawieniem, dorzućcie do garnka sporo świeżego kopru albo płaską łyżeczkę kminku. Z kolei osoby początkujące, które potrzebują technicznych wskazówek od A do Z, odsyłam do mojego bardzo obszernego, praktycznego poradnika tłumaczącego, jak gotować bób, w którym opisałam każdy krok.
W moim domu bardzo pilnuję zasady zero waste, więc staram się wykorzystywać w gotowaniu wszystko, co tylko się da. Gdy trochę tych ugotowanych ziaren jednak zostanie i wystygnie (rzeczywiście dzieje się to niezwykle rzadko), to u mnie od razu lądują w malakserze. Kilka obrotów ostrzy, odrobina czosnku, przypraw i powstaje z nich absolutnie genialna, gęsta pasta z bobu. Smaruję nią grube pajdy rzemieślniczego, żytniego chleba i zjadam na kolację. Takie proste i mądre podejście nie tylko ratuje domowy budżet, ale też wyrabia zdrowy szacunek do każdego składnika.
Wracając jednak do naszego gorącego, zielonego bohatera. Kiedy bób ocieka na durszlaku, nie bawię się w dietetyczne ustępstwa. Klasyka sprawdza się tu najlepiej, więc na ziarna musi trafić solidna porcja prawdziwego, wiejskiego masła o zawartości 82 procent tłuszczu. Tłuszcz to genialny nośnik smaku, a topiące się, złociste masło na parujących strączkach to widok, który od razu poprawia mi humor. Oczywiście można to zastąpić odrobiną oleju lnianego tłoczonego na zimno, ale to właśnie maślana kałuża posypana gruboziarnistą solą kamienną wygrywa wszystko. Biorę miskę na kolana, jem palcami, wyciskając gładkie, jasnozielone wnętrza ze zgrubiałych skórek i delektuję się każdą chwilą tego kulinarnego, letniego relaksu. Czasami zjadam całe, ale to tylko wtedy, gdy mi się pogotują trochę dłużej specjalnie lub przez drobną nieuwagę. Bób młody gotowany z masłem i koprem to klasyczne i wyjątkowo proste danie, które w sezonie letnim po prostu musi pojawić się na moim stole. Nie wymaga doświadczenia, za to gwarantuje mnóstwo smaku i radości z jedzenia!
BÓB MŁODY GOTOWANY
BÓB MŁODY GOTOWANY – składniki:
- 500 g bobu
- 1,2 l wody
- 1 łyżka cukru (można pominąć)
- 1 łyżka soli
- ½ pęczka koperku
- 1 łyżka masła lub oliwy
BÓB MŁODY GOTOWANY – przepis:
- Zagotowuję wodę w garnku. Gdy wrze, wsypuję sól, cukier, olej lub masło, wkładam koper, mieszam i przekładam bób.
- Bób gotuję bez pokrywki, od zagotowania od 2 do 20 minut. Wyławiam co chwilę po 2 ziarnka bobu i próbuję, czy taka konsystencja pasuje mi najbardziej. To najlepszy sposób, aby dobrać jego chrupkość do swoich upodobań smakowych.
- Bób młody gotowany zjadam na ciepło, wręcz na gorąco, bez żadnego zażenowania czy w skupieniu, ja go pochłaniam i tyle.
Często zadawane pytania:
Jak przygotować bób młody gotowany, żeby nie powodował wzdęć?
Wiele osób obawia się problemów żołądkowych po zjedzeniu strączków. Wystarczy dodać do garnka podczas gotowania sporo świeżego koperku lub płaską łyżeczkę kminku. Bób młody gotowany z takimi dodatkami staje się o wiele łagodniejszy dla układu trawiennego. Koper przy okazji świetnie podkreśla też naturalny, letni smak ziaren.
Ile czasu przygotowuje się bób młody gotowany?
Czas spędzony na kuchence zależy od wielkości ziaren i własnych upodobań. Zazwyczaj wystarczy gotować od dwóch do dwudziestu minut. Bób młody gotowany wrzuca się zawsze prosto na osolony wrzątek z dodatkiem cukru. Warto wyławiać po dwa ziarna i na bieżąco sprawdzać ich miękkość. Jeśli potrzebujesz dokładnych instrukcji krok po kroku, zobacz mój wpis pokazujący jak gotować bób.
Z czym podawać bób młody gotowany w sezonie?
Klasyka zawsze wygrywa. Bób młody gotowany uwielbia towarzystwo prawdziwego wiejskiego masła i gruboziarnistej soli kamiennej. Można też z powodzeniem użyć tłoczonego na zimno oleju lnianego. Jeśli ziarna po ugotowaniu wystygną, polecam je po prostu zmiksować w malakserze z czosnkiem. Powstanie z nich absolutnie genialna pasta z bobu.
Na co zwracać uwagę kupując składniki na bób młody gotowany?
Zawsze stawiam na zakupy na lokalnym bazarku lub w sprawdzonym warzywniaku. Kategorycznie omijam stragany bez chłodziarek. Bób zamknięty w plastikowych workach na słońcu dusi się i błyskawicznie traci całą swoją chrupkość. Wybieraj nasiona jędrne, intensywnie zielone i bez żadnych ciemnych plam. Z takich świeżych ziaren wyjdzie najlepszy bób młody gotowany.



Ja juz ujedzona jestem po pachy, jadłam juz z 20 razy 😃
Ostatnio przeczytała, jak jedna pani nazwała bób ” polskie pistacje”🤣coś w tym jest;)
Proponuję tak zrobic. Moj maz kupił niedawno i mówi,ze zjemy sobie. Ugotował i wszystko po chamski sam zeżarł 😂🤣
Katarzyna mój nawet nie gotował . Sam zeżarł na surowo zanim się zorientowałam co się dzieje 😂😂
Katarzyna no to nieźle 🤣