Słonina kiszona na sposób chłopski
Gdy myślę o kiszonej słoninie, natychmiast przypominają mi się czasy, gdy jako dziecko chodziłam z mamą do niewielkiego sklepu w Warszawie na Saskiej Kępie, gdzie można było kupić koninę oraz kiszoną słoninę bez kartek na mięso. Zazwyczaj była ona obtoczona w papryce lub czosnku, lekko przesuszona — wspaniale nadawała się do okraszania potraw i zjadania z chlebem.
Przypomniałam sobie o niej dziesięć lat temu, gdy wyprowadziłam się z poza miasto. Gospodarze mieszkający po sąsiedzku poczęstowali mnie plastrem takiej słoniny i wszystkie wspomnienia wróciły.
Kiedy spotkam w sklepie grubą słoninę, natychmiast, wręcz odruchowo wkładam ją do koszyka, bo wiem, że przygotuję jej wersję kiszoną. Pomysł wydaje się ekstremalnie dziwny, jednak zapewniam, że taka słonina jest pyszna, delikatna i sprawdza się wspaniale jako propozycja na biesiadnym stole. Słoninę kiszoną podaję pokrojoną w cieniusieńkie plasterki.
Nie jest to dodatek do chleba lekki i niskokaloryczny, jednak gdy przygotowuję spotkanie ze znajomymi przy „swojskim stole”, wpasowuje się wspaniale do różnorodnych dań z kiełbasą, smalcem, a taka słonina smakuje najlepiej z kiszonymi ogórkami, cebulką czy grzybkami w occie. Sama rzadko pozwalam sobie na taką bombę kaloryczną ale wśród przyjaciół mam kilka osób, które przepadają wprost za kiszoną słoniną więc specjalnie dla nich przygotowuję zawsze spory jej kawałek, niech każdy je to co najbardziej lubi!
Ten przepis jak i 149 innych na biesiadne dania znajdziesz w książce:

|
|
| |
| |
| |
| |
| |
| |
|
 |
 |
* gruby plaster słoniny, minimum 500 g
* 1 kg soli kamiennej
* 15 ziaren ziela angielskiego
* 6 listków laurowych
* 1 łyżeczka mielonego czarnego pieprzu
* 1 łyżka majeranku
* 1 główka czosnku |
|
| Krok Po kroku:
1. Czosnek obieram z łupinek i rozdzieram na drobne kawałki, mieszając je ze zgniecionymi ziarnami angielskimi i listkami laurowymi.
2. Przygotowuję pojemnik, do którego zmieści się słonina z solą i ziołami.
3. Słoninę nacieram grubo czosnkiem, zielem i rozkruszonymi listkami laurowymi.
4. Na dno pojemnika wsypuję około 1/3 soli, układam na niej słoninę, posypuję pieprzem, majerankiem, a następnie obsypuję ją solą ze wszystkich stron tak, aby cała schowała się w soli. Przykrywam folią.
5. Wkładam do lodówki, na co najmniej 2 tygodnie. Słonina w tym czasie się pekluje. Nadaje się do jedzenia, kiedy odkrojony plasterek będzie przeźroczysty. |
|
|
Zamieszczone w Dania do alkoholu, Dodatki do dań, Imprezy, Jedzenie na imprezy, Jedzenie na sylwestra - menu sylwestrowe, Karnawał, Mięsa pieczone i wędliny, Pasty do chleba, Przekąski, Przystawki, Tapas, Meze, Przepisy na grilla, Przetwory domowe, W rodzinnym gronie, Zimne przekąski – przystawki, Zimne przekąski – przystawki na imprezy karnawałowe |

słonine zawsze lubiłam :) nawet nie wiedziałam ,ze nazywa się kiszona !?
Co jakis czas robimy sobie taka przekąskę równiez z paryką w proszku .
Dobrze zrozumiałam, że soli ma być po bokach tyle, by słonina się w niej utopiła? Czy tylko tyle, żeby ją oblepić? ;)
kathleene – ma się utopić :)
Olgo, dlaczego nazywasz słoninę kiszoną? To jest zwykła słonina _solona_. Podczas procesu kiszenia zachodzi fermentacja mlekowa (np. ogórki czy kapusta), a tu nie ma czegoś takiego – zwykłe solenie.
Ale fakt, solona słonina to świetna sprawa :) Szkoda, że w Polsce nie ma przyzwoitego surowca – bo i co można zrobić ze słoniną grubości 1-2 cm… taka z 10 cm byłaby idealna :)
zachęcona Twoim przepisem na ser koryciński, zrobię słoninę kiszoną. Bardzo lubimy takie swojskie smaki.
Bożena – nazywam ją tak bardziej zwyczajowo niż technologicznie ;), tak mówi się na nią w okolicy mojego zamieszkania, gdzie słoninę przetrzymuje się w dużych kamionkowych beczułkach i je jako codzienna okrasę do chleba.
Pozdrawiam Olga
Olgo-jaki najlepszy pojemnik do takiego ,,kiszenia” słoninki???Kamionkowy?
agnieshia – pojemnik metalowy, grubo emaliowany i sprawdza się świetnie :)
Olga
uwielbiam Twoje przepisy… suszone pomidorki wyszły przepyszne :))
chciałam zapytać, czy można zrobić coś takiego z surowym boczkiem?
ewa – dziękuję :) Hmmm tego nie wiem, co prawda włosi suszą zasolony boczek ale jest to proces znacznie dłuższy niż nasz. Ja postępowałam tak tylko ze słoniną.
Pozdrawiam smacznie Olga
Olgo – czy plastikowy pojemnik też się nadaje? akurat odpowiednich rozmiarów tylko plastik niestety mam :(
piratka – myślę, że może być jeśli jest dopuszczony do kontaktu z żywnością.
Pozdrawiam Olga
dziekuję za odpowiedź, zaryzykuję jak tylko odpowiedniej urody słoninę kupię :) przepis wygląda na bardzo smaczny i idealnie jesienny.
pozdrawiam :)
Jeśli mogę wyrazić swoją skromną opinię- słonina solona (kiszona) powinna dojrzewać w drewnianej beczce, skrzyni lub innym pojemniku (drewnianym). Podczas peklowania pochłonie dokładnie tyle soli, ile będzie potrzebowała (nie da się jej przesolić:). Tzn. nawet jeśli niewielki kawalątek słoniny (jw) zasolimy 50 kg. soli, będzie ona równie słona jak ta, zasolona w ilości 1kg:)
pozdrawiam!
aga swojska – dzięki za info :) A dlaczego u Was musi być drewniana, w okolicy gdzie mieszkam, wszyscy gospodarze solą w kamionkowych :) Może to regionalizm?
Nigdy nie peklowałam słoniny w kamionkowych naczyniach, choć nie wykluczam, że taki sposób jest właściwy (skuteczny:). Mój komentarz wynikał bardziej z powyższej dyskusji- była mowa o naczyniach plastikowych dopuszczonych do kontaktu z żywnością. Choć kto wie, gdyby nasze babcie miałyby do takich dostęp, nie było by mowy w tym topiku o drewnianych skrzyniach, czy kamionkowych garnkach:))
aga – bardzo ciekawe jest kiszenie w drewnianych beczkach czy pojemnikach. O kapuście i warzywach wszelakich kiszonych w ten sposób słyszałam ale o mięsie nie. Muszę zgłębić temat! Z drugiej strony mięso na kiełbasy peklowało się przez wiele dni, musiały zapewne leżeć w beczkach z solanką, więc i kiszenie słoniny byłoby zdecydowanie na miejscu :)
Olga, co uważam za stosowne, poruszyć tutaj temat ogórków kruszewskich, kiszonych w drewnianych beczkach zanurzonych w nurcie Narwi;) A kolejna ciekawostka- osobiście byłam świadkiem odkrycia beczki z kiszoną (jak Ty to nazywasz) słoniną.
Ponad 30 lat leżakowała zapomniana na strychu jednego z podlaskich gospodarstw.
Okazało się, że jest zjadliwa i to całkiem, całkiem;)))):):)