Ciekawa jestem czy u was w domu też pojawia się filet z okonia smażony, bo u mnie zazwyczaj cała tusza. Ale filet z okonia smażony wjechał dzisiaj na stół bo udało mi się kupić kupić filety z okonia. Niby nic w tym niezwykłego a jednak nie często na nie trafiam. Okonia lubię, jest wspomnieniem dzieciństwa i setek godzin spędzonych na rybach. Lubiłam łowić, kopać robaki, siedzieć na małej łódce w szuwarach i czekać aż spławik zareaguje. Właśnie będąc na zakupach zdałam sobie sprawę, tak stojąc przy lodówce z rybami, że za często zapominam o naszych rodzimych gatunkach. Na rybach jako wędkarz nie byłam na pewno ze 30 lat, na bank.
Teraz kupuję w sklepach, nie wiem nawet czy chciałabym łowić ponownie, chociaż jeziora i stawy aż same mnie do siebie przyciągają. Filet z okonia smażony jest miękki, trzeba uważać, żeby go nie przesuszyć, jak to się mówi bardziej technicznie, nie przeciągnąć. Wystarczy mu mąka, sól, pieprz i sporo masła lub oleju. Tu można dyskutować czy lepszy jest klarowane masło czy klasyczne z dodatkiem oleju ale ja nie jestem fanką klarowanego, bo dla mnie ono zawsze pachnie jak zjełczałe. No nadal nie mogę się do niego przekonywać. Okonie, płotki oklejki łowiłam zazwyczaj w dzieciństwie. Tata łowił na spining, ja jakoś nie opanował tej techniki, wolałam jak to się mówi moczyć kija w wodzie. Okonie i wszelkie złowione ryby smażyło się u nas na działce na dworze. Rodzice mieli działkę z letniskowym domkiem nad jeziorem. Ryby tata sprawiał i smażył na kuchence, która była nakręcana bezpośrednio na butle gazową. Smażyło się całe tusze w ogródku, dzięki temu kuchenka nie była obryzgana a zapach ryb nie unosił się po domku.
Jak widzicie na zdjęciu filet z okonia smażony został u mnie podany z warzywami, które to ostatnio przygotowuję na śniadanie. Pisałam wam o tym na facebooku, dwie paczki mrożonych warzyw wsypuję na patelnię, do tego dokładam edamame i fasolki szparagowe. Mocno doprawiam i wcinam z jajkami albo serem białym, z wędzonym lub tuńczykiem. Nawet jak nie chce mi się gotować to opcja na ciepło i na szybko jesienią jest świetna. A to co zostaje, idzie na obiad z dodatkami. Ale mszę się pochwalić, bo już nie tylko blog działa od 20 lat gdzie nowe przepisy są codziennie, ale też ruszyłam w końcu z innymi mediami społecznościowymi. No i z filmikami, bo jakoś opóźniłam się z nagrywaniem. Ale nadrabiam, nadrabiam, spoko. Także zapraszam Was na Insta, TikTok i Facebooka, bo tam nie tylko piszę, ale i mówię, kontakt filmowy jest bardziej osobisty :) i można mnie zobaczyć, że jestem latam, gadam, pełen serwis niczym osioł ze Shreka.
- INSTAGRAM https://www.instagram.com/olgasmilecom
- TIKTOK https://www.tiktok.com/@olgasmile.com
- FACEBOOK https://www.facebook.com/pages/Olga-Smile/117020318335706
Wchodząc do kuchni, lubię zostawić za drzwiami cały zgiełk mijającego dnia i po prostu zatracić się w gotowaniu. Zapach masła skwierczącego na patelni, ciepło domowego ogniska i radosne oczekiwanie na wspólny posiłek to dla mnie kwintesencja prawdziwego szczęścia. Hołdowanie drobnym przyjemnościom, a przecież jedzenie bez wątpienia do nich należy, to sztuka, którą staram się pielęgnować i przekazywać moim bliskim. Cenię tę domową kuchnię spajającą rodzinę wokół nakrytego stołu, by razem celebrować wspaniały smak i nasz wspólny czas i zjeść smażony filet z okonia z warzywami, dla chętnych z ziemniakami, frytkami lub surówką.
Polska kuchnia, którą tak głęboko kocham, to nie tylko zbiór starych przepisów, ale też fascynująca opowieść o naszej nierozerwalnej więzi z naturą. Od pokoleń czerpiemy z bogatych tradycji rybołówstwa, łowiectwa i zbieractwa, ucząc się z wielkim szacunkiem wykorzystywać to, co daje nam okoliczny krajobraz. Zbieranie leśnych owoców, jesienne grzybobrania o porannej rosie czy zarzucanie sieci w pobliskich wodach ukształtowały naszą kulinarną tożsamość. To pierwotne połączenie z przyrodą i naturalnym rytmem pór roku wciąż żyje w domowych recepturach, udowadniając, że najlepsze składniki pochodzą prosto z ziemi i wody, a my musimy jedynie mądrze po nie sięgać.
Wertując pożółkłe karty starych książek, z łatwością można zauważyć, że ryby były absolutnym fundamentem na talerzach naszych przodków. W skromnych chłopskich chatach stanowiły powszechne, darmowe źródło cennego pożywienia, podczas gdy zamożne mieszczańskie jadalnie i bogate szlacheckie dwory serwowały je w wykwintnych, misternie przyprawianych odsłonach. Ogromny wpływ na ten kulinarny krajobraz miała mocno zakorzeniona tradycja piątkowego jedzenia ryby, podyktowana dawniej surowymi zasadami postu. Z upływem lat ten rygorystyczny obyczaj przerodził się w piękny, rodzinny zwyczaj, dla którego perfekcyjny filet z okonia smażony bywa w wielu polskich domach najbardziej wyczekiwanym obiadem całego tygodnia, rozpoczynającym weekend.
Myśląc o rodzimych rybach, przed oczami stają mi natychmiast malownicze tafle naszych wód, skrywające pod powierzchnią nieprzebrane skarby polskich jezior. Nasze śródlądowe akweny to tętniące życiem, niezwykłe ekosystemy, potrafiące obdarować nas gatunkami o niepowtarzalnym charakterze, których próżno szukać w sklepowych zamrażarkach z importowanym towarem. W dobie poszukiwania egzotycznych smaków często zapominamy, jak wyjątkowo smakuje dobrze przyrządzony filet z okonia smażony, będący dumnym symbolem naszych regionalnych bogactw. Zamiast sięgać po ryby z odległych oceanów, warto po prostu rozejrzeć się wokół i docenić te prawdziwe, śródlądowe perły.
Wśród tych słodkowodnych skarbów na szczególne uznanie zasługuje właśnie okoń, piękny i waleczny drapieżnik, który u każdego wędkarza budzi szczery respekt. Złoto-zielone łuski, ciemne poprzeczne pręgi i ostre, jaskrawoczerwone płetwy sprawiają, że ryba ta wygląda jak mały, podwodny rycerz w zbroi. Okoń to stworzenie niezwykle bystre i wymagające, wybierające do bytowania wyłącznie wody czyste, mocno natlenione i przejrzyste. Stadnie poluje na drobnicę, sprytnie kryjąc się w cieniu zatopionych konarów, przy szeleszczących trzcinowiskach i na podwodnych górkach, co wymaga od łowiących doskonałej znajomości jego dzikich, ostrożnych zwyczajów.
Za tym wojowniczym wyglądem i trudnością w złowieniu kryje się najwyższa kulinarna nagroda, dzięki której wielbiciele ryb wprost ubóstwiają ten właśnie gatunek. Mięso okonia uchodzi za rarytas, jest nieskazitelnie białe, zwięzłe, zwarte, a przy tym zaskakująco delikatne i całkowicie pozbawione mulistego posmaku. Choć obieranie go z pancerza wyjątkowo twardych łusek bywa prawdziwym sprawdzianem cierpliwości, to efekt końcowy z nawiązką wynagradza każdą minutę spędzoną przy desce. Złocisty filet z okonia smażony zachwyca wyrazistym, naturalnie słodkawym smakiem, w którym zamyka się cała esencja czystych, mazurskich czy pomorskich wód.
Gdy tylko uda mi się zdobyć taki starannie wyfiletowany i przygotowany kawałek mięsa, w mojej kuchni natychmiast gości absolutna, genialna w swej prostocie klasyka. Taki domowy filet z okonia smażony absolutnie nie potrzebuje ciężkich marynat. Wystarczy odrobina soli, delikatne muśnięcie jasną mąką i dobrze rozgrzane na patelni klarowane masło albo olej lub ich połączenie. Chrupiąca, pachnąca skórka i gorące, jędrne wnętrze to definicja kulinarnego ideału oraz wyraz mojego największego szacunku dla szczodrych darów natury. Podany z warzywami filet z okonia smażony lub z porcją utłuczonych okraszonych ziemniaków i domową, kwaskową surówką, tworzy niesamowity, tradycyjny posiłek.
FILET Z OKONIA SMAŻONY
FILET Z OKONIA SMAŻONY – składniki:
- 2 duże filety z okonia ze skórą (ok. 200-250 g każdy)
- 4-5 czubatych łyżek mąki pszennej
- sól morska i świeżo mielony czarny pieprz
- sok z połowy cytryny
- olej rzepakowy do smażenia na wysokość około 1-1,5 cm
FILET Z OKONIA SMAŻONY – przepis:
- Filety z okonia dokładnie myję i osuszam bardzo starannie za pomocą ręcznika papierowego. Ryba musi być absolutnie sucha, w przeciwnym razie mąka zamieni się w kluchę.
- Robię na skórze 2-3 bardzo płytkie, ukośne nacięcia ostrym nożem, aby zapobiec wyginaniu się mięsa w trakcie smażenia. Uważam, by nie przeciąć fileta na wylot.
- Oprószam rybę z obu stron solą oraz świeżo mielonym pieprzem i pozostawiam na 5 minut.
- Na płaski talerz wysypuję mąkę.
- Tuż przed samym smażeniem obtaczam każdy filet w mące. Dociskam ją dłonią, a następnie mocno strzepuję nadmiar, aby na rybie została tylko cienka, równa warstwa.
- Na dużej patelni mocno rozgrzewam olej rzepakowy z łyżką lub dwoma masła.
- Ostrożnie kładę filety na gorący tłuszcz mięsem do dołu. Smażę na średnio-wysokim ogniu przez około 3-4 minuty. Nie ruszam ryby, aby panierka mogła się usmażyć na chrupko.
- Gdy boki zaczną bieleć, a spód będzie wyraźnie rumiany, delikatnie przewracam filety przy pomocy szerokiej łopatki. Smażę przez kolejne 2-3 minuty.
- Usmażonego okonia zdejmuję z patelni i odkładam na minutę na ręcznik papierowy, aby odsączyć nadmiar tłuszczu.
- Podaję od razu filet z okonia smażony u mnie został podany z warzywami ale pisałam wam już o tym wyżej i widać to na zdjęciach.



Praktyczne wskazówki dotyczące osuszania fileta i smażenia bez przesuszenia
Podoba mi się sposób doprawiania i podawania z warzywami
Przepis jasny i dobrze opisany, chętnie spróbuję tej techniki smażenia
Doceniam opis o rodzimych gatunkach i ich smaku
Olga opisuje tradycję i smak w bardzo przystępny sposób
Zwracam uwagę na uwagi o klarowanym maśle i alternatywach smażenia
Przepis praktyczny i prosty do odtworzenia w domowych warunkach 🍽️
Przydatne informacje o panierowaniu i temperaturze smażenia dla początkujących
Ciekawe wspomnienia z dzieciństwa i prosty sposób przygotowania potrawy