Po zjedzeniu dwóch kawałków ciasta Marcinek czas na koktajl z truskawek i jogurtu. Ostatnia porcja owoców to koktajl z truskawek i jogurtu, który jakby sam chciał się zmiksować. W sitku siedziały takie kilkudniowe truskawki, lekko powiędłe, trochę zmartwione, bez energii, bym tak powiedziała. W sumie nie wiem, czy powinnam tak pisać o owocach. Ale co tam, prawie pukały mi w drzwi lodówki i przypominały o swoim istnieniu. No to wyjścia nie było, ba, na blacie stał blender, jak na zawołanie. Magicznie nożyk znalazł się w moich dłoniach i w kilka chwil powstał wspaniały koktajl z truskawek i jogurtu, zmiksowany tym razem na gładko jak najlepsze smoothie z pianką. Podstawą tego przepisu są oczywiście truskawki i jogurt. No i tu zatrzymam się na chwilę na fermentowanym nabiale, bo jest w czym wybierać i można zdecydowanie kulinarnie poszaleć. Trochę więc teorii.
Naturalna fermentacja była nie tyle modą, była absolutną codziennością i koniecznością. To właśnie dzięki niej narodziła się jedna z najpyszniejszych i najzdrowszych tradycji polskiej kuchni, zarówno tej wiejskiej, jak i dworskiej. Mleczne napoje z kwaskowym pazurem nie tylko skutecznie gasiły pragnienie podczas wyczerpujących, letnich żniw, ale też stanowiły fundament prostych, a zarazem genialnych w smaku posiłków. Trudno o bardziej nostalgiczny, iście polski obrazek niż parująca miska młodych ziemniaków, obficie posypanych świeżym koperkiem, okraszonych jajkiem sadzonym i popijanych solidnymi łykami gęstego, zimnego mleka. Choć rdzennie słowiańskie przetwory to nasi lokalni bohaterowie, z biegiem lat na polskich stołach doskonale zadomowiły się bałkański jogurt czy kaukaski kefir, a dziś z ochotą sięgamy również po bliskowschodni ayran. Każdy z tych trunków kryje w sobie inną, fascynującą opowieść o pracy niewidzialnych gołym okiem mikroorganizmów.
Naszą podróż po krainie mlecznych napojów musimy zacząć od absolutnego fundamentu, czyli zsiadłego mleka, bezdyskusyjnie mojego ulubionego. Jego proces produkcji to właściwie bezinwazyjne dzieło samej natury. Polega na spontanicznej fermentacji surowego mleka przez dzikie bakterie kwasu mlekowego, przebiegającej w temperaturze pokojowej. W efekcie mleko naturalnie rozwarstwia się na gęsty, delikatny skrzep oznaczający kazeinę, charakteryzujący się łagodnym, swojskim i lekko kwaskowym smakiem. To idealny dodatek do letnich obiadów, ale też niezawodna baza do puszystych racuchów czy domowego twarogu. Podczas tego zjawiska powstaje również niezwykle cenny produkt uboczny, czyli serwatka. Ten żółtawy płyn, pozostający na dnie po oddzieleniu się białego skrzepu, jest niemal całkowicie pozbawiony tłuszczu. Kryje w sobie jednak wielkie bogactwo wartościowych białek serwatkowych, laktozy i witamin. Tradycyjnie serwatka była u nas wykorzystywana jako esencjonalna baza do staropolskich zup, na przykład krzepiącej zalewajki, a współcześnie wraca do łask jako genialny płyn do wypieku chleba na zakwasie czy lekki napój zdrowotny.
Zupełnie inny, nieco bardziej drapieżny charakter ma kaukaski przybysz, czyli kefir, który z ogromnym sukcesem na stałe rozgościł się w polskiej kuchni. Jego sekret tkwi w podwójnej fermentacji, mlekowej oraz alkoholowej, napędzanej przez tak zwane grzybki kefirowe, będące niezwykłą symbiozą dobroczynnych bakterii i drożdży. To właśnie dzięki nim kefir zyskuje swój unikalny, musujący, wręcz lekko gazowany charakter oraz ostry, drożdżowy posmak z dosłownie śladowymi ilościami alkoholu. Pod względem kulinarnym jest mistrzem drugiego planu; stanowi jedyną słuszną, ortodoksyjną wręcz bazę do chłodnika litewskiego z botwinką, doskonale sprawdza się w owocowych koktajlach, a jego wysoka kwasowość czyni go absolutnie fenomenalną, zmiękczającą marynatą do pieczonych mięs. A ty, co robisz z truskawek?
Jeśli kefir uchodzi za kulinarną duszę towarzystwa z zadziorem, to jogurt jawi się jako jego ułożony, elegancki kuzyn. W tym przypadku proces produkcji wymaga podgrzania i utrzymania pasteryzowanego mleka w wyższej temperaturze, zazwyczaj w okolicach czterdziestu stopni Celsjusza, co pozwala wyselekcjonowanym szczepom termofilnych bakterii na spokojną pracę. Dzięki temu jogurt charakteryzuje się znacznie wyższą zwartością, aksamitną, gładką konsystencją oraz dużą ilością łatwo przyswajalnego białka. Jego smak jest dużo łagodniejszy i mniej ostry od kefiru, co czyni go w kuchni niebywale uniwersalnym zawodnikiem. Z wielkim powodzeniem zastępuje ciężką, kaloryczną śmietanę w zupach, stanowi idealną bazę do zimnych dipów, jak choćby czosnkowego czy greckiego tzatziki, a po odsączeniu powstaje z niego labneh.
Na koniec warto wspomnieć o orzeźwiającym powiewie z orientalnego Wschodu, czyli ayranie. Choć w odróżnieniu od swoich poprzedników nie wymaga on osobnego, złożonego procesu fermentacji, w pełni czerpie z dobrodziejstw jogurtu. Powstaje po prostu poprzez bardzo intensywne zmiksowanie gotowego, gęstego jogurtu z mocno schłodzoną wodą i sporą szczyptą soli. Rezultatem jest płynny, mocno spieniony i wyraźnie słonawy napój, niezwykle obfity w cenne elektrolity. Choć w polskiej tradycji kulinarnej przed laty nie występował, to w dobie upalnych lat i rosnącej popularności bliskowschodnich smaków, ayran skutecznie ratuje nas przed przegrzaniem. Genialnie gasi pragnienie i łagodzi ostrość pikantnych dań, udowadniając przy tym, że wszystkie te mleczne wynalazki – od naszego zsiadłego mleka po tureckie napoje – łączy jeden wspaniały mianownik. Są doskonałym, w pełni naturalnym probiotykiem, który dba o nasz mikrobiom równie czule, jak przed laty robiły to nasze mądre babcie. Niestety mi nie pasuje. Próbowałam kilka razy, ale chyba nie mam tyle motywacji, by na dłużej się z nim zaprzyjaźnić.
Kiedy polskie ulice i lokalne bazarki zaczynają pachnieć rozgrzanym słońcem, a wzrok przyciągają charakterystyczne, drewniane łubianki wypełnione po brzegi karminowymi owocami, to niezawodny znak, że nadszedł najpyszniejszy czas w roku. Truskawki, bo o nich oczywiście mowa, zrosły się z naszą kulinarną tożsamością tak nierozerwalnie, że aż trudno uwierzyć w ich stosunkowo krótką, a przy tym na wskroś arystokratyczną historię. Z utęsknieniem czekamy na te kilka letnich tygodni, by w pełni oddać się prawdziwemu, truskawkowemu szaleństwu.
W przeciwieństwie do dzikich, leśnych poziomek, truskawka jest kulinarnym i botanicznym cudem osiemnastowiecznej Europy. Narodziła się we Francji, w królewskich ogrodach Wersalu, gdzie pewien pełen pasji badacz skrzyżował ze sobą dwie odmiany poziomek sprowadzonych z obu Ameryk. Wynik tego eksperymentu, zachwycający wielkością i słodyczą, trafił do Polski na przełomie osiemnastego i dziewiętnastego wieku. Początkowo te egzotyczne rarytasy zdobiły wyłącznie stoły magnaterii i zamożnej szlachty, jednak szybko okazało się, że nasz nadwiślański, umiarkowany klimat sprzyja im wręcz idealnie. Dzisiaj jesteśmy europejskim potentatem w ich uprawie, a polskie odmiany stanowią dla wielu niedościgniony wzorzec smaku i aromatu.
Kultura jedzenia truskawek w Polsce opiera się na rozczulającej nostalgii i prostocie. Chyba nikt z nas nie wyobraża sobie czerwcowego popołudnia bez talerza pełnego owoców, niedbale zgniecionych widelcem, oprószonych cukrem i szczodrze oblanych gęstą, wiejską śmietaną. Równie ikonicznym obrazkiem z dzieciństwa jest letni obiad w postaci grubego makaronu zatopionego w owocowym musie czy pękatych, domowych pierogów. Ponieważ ten cudowny sezon trwa u nas niezwykle krótko, staramy się go zatrzymać za wszelką cenę, zarywając noce i gorączkowo zamykając te czerwone skarby w słoikach pod postacią konfitur, dżemów i orzeźwiających kompotów.
Pod tą zniewalającą słodyczą kryje się prawdziwa odżywcza potęga. W obiegowej opinii to cytrusy wiodą prym w kwestii witaminy C, tymczasem to właśnie niepozorne, polskie truskawki deklasują w tej kategorii cytryny i pomarańcze. Stanowią fenomenalne źródło kwasu foliowego, potasu oraz antocyjanów – przeciwutleniaczy odpowiedzialnych za ich rubinowy kolor i opóźnianie procesów starzenia komórek. Co najważniejsze, składają się w niemal dziewięćdziesięciu procentach z wody, dzięki czemu są niezwykle przyjazne dla naszej sylwetki. Posiadają również niski indeks glikemiczny, co sprawia, że w swojej naturalnej, niesłodzonej formie są w pełni bezpieczne i wręcz zalecane dla diabetyków. Obfitujące w kwas foliowy truskawki są wymarzoną przekąską dla kobiet w ciąży, a dzięki wysokiej zawartości potasu doskonale wspierają serca osób borykających się z nadciśnieniem. Jedyny haczyk polega na tym, że truskawki naturalnie uwalniają w organizmie histaminę, dlatego alergicy oraz rodzice najmłodszych dzieci muszą podchodzić do nich z należytą ostrożnością, by uniknąć niechcianej wysypki.
Chociaż w naszej rodzimej tradycji niezmiennie królują desery, biszkopty z galaretką i dania na słodko, te niezwykłe owoce coraz śmielej wkraczają na terytorium kuchni wytrawnej. Ich naturalna, rześka kwasowość wprost genialnie przełamuje intensywną słoność dojrzewających serów. Wystarczy rzucić garść pokrojonych truskawek na poduszkę z pieprznej rukoli, skropić wszystko dobrej jakości octem balsamicznym i posypać pokruszonym serem kozim, by stworzyć kompozycję iście restauracyjną. Zmiksowane z odrobiną chili, limonki i oliwy stają się z kolei brawurowym sosem do mięs z letniego grilla. Możliwości ogranicza tu tylko nasza wyobraźnia. Jaka jest Twoja ulubiona forma podawania truskawek – pozostajesz wierna tradycyjnemu makaronowi ze śmietaną, zamykasz je w słoikach na zimę, czy wolisz z nimi eksperymentować w nowoczesnych, wytrawnych daniach? A może po prostu koktajl z truskawek i jogurtu też znajduje swoje miejsce w rodzinnym menu?
KOKTAJL Z TRUSKAWEK I JOGURTU
KOKTAJL Z TRUSKAWEK I JOGURTU – składniki:
- 500 g dojrzałych, słodkich truskawek (świeżych lub lekko pogniecionych)
- 500 ml gęstego jogurtu (możesz też śmiało użyć wegańskich odpowiedników, np. gęstego jogurtu kokosowego z mojej książki)
- 1-2 łyżki miodu, syropu klonowego lub cukru do smaku (opcjonalnie, jeśli owoce są mało słodkie)
KOKTAJL Z TRUSKAWEK I JOGURTU – przepis:
- Truskawki dokładnie płuczę na drobnym sicie pod bieżącą, zimną wodą, a następnie starannie odrywam i wyrzucam z nich wszystkie zielone szypułki.
- Oczyszczone, przygotowane owoce przekładam bezpośrednio do dużego, głębokiego kielicha blendera.
- Zalewam truskawki zimnym, gęstym jogurtem prosto z lodówki.
- Jeśli owoce nie są naturalnie bardzo słodkie, dodaję wybrane słodzidło, czyli łyżkę miodu, trochę syropu klonowego lub odrobinę cukru, dopasowując smak do własnych upodobań.
- Całość miksuję na najwyższych możliwych obrotach blendera przez kilkadziesiąt sekund, aż uzyskam w miarę jednolity i cudownie spieniony napój o jasnoróżowym kolorze. Tym razem miksowałam dłużej, bo zależało mi na konsystencji bardziej przypominającej smoothie.
- Gotowy, rześki koktajl z truskawek i jogurtu przelewam od razu do szklanek i podaję.
Często zadawane pytania:
Czy do koktajlu z truskawek i jogurtu można użyć lekko zwiędłych owoców?
Zdecydowanie tak. Mój koktajl z truskawek i jogurtu powstał właśnie z takich kilkudniowych owoców. Truskawki pozbawione energii świetnie nadają się do miksowania. Wystarczy wrzucić je do blendera. Zmiksowane na gładko stworzą pyszny napój z pianką.
Czym posłodzić domowy koktajl z truskawek i jogurtu?
Wiele zależy od naturalnej słodyczy owoców. Możesz dodać do blendera łyżkę miodu. Świetnie sprawdzi się też syrop klonowy lub po prostu odrobina cukru. Pamiętaj jednak o właściwościach samych owoców. Niesłodzone truskawki mają niski indeks glikemiczny i są w pełni bezpieczne dla diabetyków.
Jaki nabiał najlepiej pasuje na koktajl z truskawek i jogurtu?
Ja polecam gęsty jogurt prosto z lodówki. Posiada on aksamitną i gładką konsystencję. Dzięki niemu koktajl z truskawek i jogurtu przypomina puszyste smoothie. Możesz też poeksperymentować z innym nabiałem. Znakomitym wyborem będzie orzeźwiający kefir. Z naturalnego jogurtu zrobisz też pyszny labneh.
Jak długo miksować koktajl z truskawek i jogurtu?
Polecam użyć najwyższych obrotów blendera. Wystarczy kilkadziesiąt sekund. Owoce i nabiał powinny połączyć się w jednolity płyn. Powstanie wtedy cudownie spieniony napój o jasnoróżowym kolorze. Pij go od razu po przygotowaniu.


