Wszystko przez zapiekanki, przypomniały mi przepisy z PRL i smażone kotlety z mortadeli. Już wracając do domu, wiedziałam, że smażone kotlety z mortadeli będą następnego dnia. Weszłam do sklepu, kupiłam cztery plastry mortadeli i wróciłam z nimi do domu. Wzięłam jeszcze 300 g szynki w plasterkach, ale tę zjadły mi żebrzące (o ciasto marcinek) przy stole moje psy. No mortadeli nie oddałam, bo rano miałam plany, by zrobić obiad, jaki pamiętam z czasów dzieciństwa. Pewnie ani za zdrowy, ani za ładny, ale wspomnieniowy, jeden z fajniejszych. Wiem, wiem, mortadela we Włoszech jest jedną z lepszych wędlin z pistacjami, grubymi kawałkami słoniny, ładna i efektowna. U nas to gruba parówka, przysłowiowy „pies z budą zmielony”, ale co tam, jak wspomnienia, to idę po całości.
Pisałam Wam, więcej mówiłam w filmiku o zapiekankach, wybrałam się tam, bo polecaliście mi kilkadziesiąt miejsc w Warszawie i okolicach. Pojechałam, nagrałam, generalnie zaczęłam się Wam pokazywać, a wszystko z luzem i dystansem, bo tylko to ratuje nas od trudności życia codziennego. Czas leci w końcu. Czy wiecie, że mój blog kulinarny ma 20 lat? Przepisy są codziennie i zapraszam Was na Instagram, TikTok i Facebooka, bo tam nie tylko piszę, ale i mówię, kontakt filmowy jest bardziej osobisty!
- INSTAGRAM https://www.instagram.com/olgasmilecom
- TIKTOK https://www.tiktok.com/@olgasmile.com
- FACEBOOK https://www.facebook.com/pages/Olga-Smile/117020318335706
Wracając do jedzenia, smażone kotlety z mortadeli są jednym ze wspomnień PRL-u i czasów dzieciństwa. O ile tęsknię za tą beztroską, o tyle dobrze, że te czasy komuny dawno już minęły. Myślę czasami o tej biedniejszej kuchni, o jedzeniu na kartki i czasach stania przed kolorową wystawą Pewexu. O najwyższym dobru dzieciństwa, jakim były gumy do żucia, a dla mamy kawa. A także moim zdziwieniu, że pomarańcze są pomarańczowe, a nie zielone. Brzmi dziwnie, ale kubańskie pomarańcze zapisały się mocno w pamięci z tamtych lat. Co jakiś czas pojawiały się w sklepach, a kolejka liczyła kilkadziesiąt osób. Stawało się jako dziecko, „za czym kolejka ta stoi” serio, tak było. Nieważne, czy pomarańcze, czy papier toaletowy, czy czekolada, czy solone masło, każde dziecko wiedziało, że trzeba zająć kolejkę i biec do mamy, że ma się złapane miejsce, bo nie wiadomo, co jeszcze przyjedzie.
Kubańskie pomarańcze charakteryzowały się niezwykle grubą i przylegającą skórką, której obranie palcami było niemal niemożliwe (wymagały cięcia nożem na ćwiartki) oraz dużą ilością pestek. Były jednak bardzo soczyste, dlatego w polskich domach najczęściej nie jedzono ich w cząstkach, lecz wyciskano z nich sok. Kolor tych owoców wynikał z tropikalnego klimatu wyspy. Aby pomarańcza naturalnie nabrała charakterystycznego, pomarańczowego koloru, potrzebuje chłodnych nocy (spadków temperatur), które powodują rozpad zielonego chlorofilu w skórce. Na Kubie noce są zbyt ciepłe, przez co owoce, nawet te w pełni dojrzałe i słodkie w środku, z zewnątrz pozostają zielone lub zielono-żółte. Władze PRL nie miały zachodnich dewiz (dolarów), aby importować cytrusy z państw kapitalistycznych, takich jak Hiszpania czy Włochy. Kuba, rządzona przez Fidela Castro, była państwem socjalistycznym i sojusznikiem bloku wschodniego. Stąd kubańskie pomarańcze.
Ale sami widzicie, jak skaczą mi myśli z jednego tematu na drugi. ADHD w pełnej okazałości. Dobra, to wracając do mortadeli, Olga pisz o mortadeli. Tu sama siebie muszę trochę strofować, bo inaczej się nie da. Polska mortadela to kulinarny fenomen, który z włoskim oryginałem ma wspólną właściwie tylko nazwę. W naszych realiach, zwłaszcza w czasach PRL-u i wczesnych latach 90., była to po prostu potężna, gruba parówka, która ratowała codzienne obiady, gdy o prawdziwym mięsie na schabowego można było tylko pomarzyć.
Prawdziwa włoska wędlina z Bolonii charakteryzuje się widocznymi kawałkami słoniny i pistacjami, o których Wam już wyżej pisałam. Jej polska odpowiedniczka to wędlina drobno mielona, homogenizowana, o gładkiej strukturze. Jej konsystencja do złudzenia przypomina klasyczną parówkę lub serdelka w gigantycznym formacie. Ponieważ była tania i łatwo dostępna, szybko stała się bazą jednego z najpopularniejszych dań tamtej epoki. I tak to smażone kotlety z mortadeli pojawiły się na talerzach w całej Polsce. Kotlet z mortadeli, nazywany często oszukanym schabowym lub kotletem schabowym dla ubogich, to absolutny klasyk kuchni kryzysowej. Polskie gospodynie wykazywały się ogromną kreatywnością, by z prostych składników wyczarować sycący obiad. Gruby plaster mortadeli w chrupiącej powłoce z powodzeniem udawał pełnoprawne danie główne, a dla wielu osób wychowanych w tamtych czasach ten smak nie kojarzy się dziś z niedostatkiem, lecz jest nostalgicznym wspomnieniem beztroskiego dzieciństwa. Dla mnie również, dlatego dzisiaj przyszła na nie pora.
Przygotowanie smażonych kotletów z mortadeli było proste i opierało się na niezawodnej, tradycyjnej panierce. Baton mortadeli kroiło się na solidne plastry o grubości około centymetra. Zbyt cienkie wysychały na patelni, a zbyt grube nie zyskiwały odpowiedniej temperatury w środku. Konieczne było zdjęcie sztucznej osłonki z brzegów każdego plastra, przed smażeniem oczywiście. Zapomnienie o tym kroku kończyło się żuciem plastiku przy obiedzie. Następnie mięso lądowało w roztrzepanym jajku doprawionym solą i pieprzem, a na koniec było obficie obtaczane w bułce tartej. Kotlety wrzucano na mocno rozgrzany olej z masłem lub smalec, smażąc z obu stron aż do uzyskania złocistej, mocno chrupiącej skorupki.
Prawda jest taka, że smażona mortadela, chrupiąca z zewnątrz i miękka, wręcz kremowa w środku, miała swój urok. Trafiała na stół najczęściej z kopą tłuczonych ziemniaków okraszonych koperkiem. Dziś danie to wraca czasem do łask, przygotowywane z czystego sentymentu. Chociaż u mnie smażone kotlety z mortadeli zostały podane z kluskami kładzionymi i surówką z kapusty kiszonej i papryki, to też fajnie wyszły. I znowu ląduję w momencie, gdzie nie jestem pewna, czy to jest smaczne, bo jest spoko, czy dlatego, że smak łączy się ze wspomnieniami. Jako dietetyk spróbuję zamilknąć w kwestii zdrowotności tego dania, skupię się na czasach minionych i sentymentach. Tak chyba będzie lepiej z zaistniałym obiadem ;)
Smażenie cieńszych plastrów mortadeli tak, by wygięły się w charakterystyczną łódeczkę lub miseczkę, to prawdziwy klasyk sprytnej kuchni. Wbijając w ten naturalny dołek jajko, uzyskuje się genialne połączenie chrupiącego rantu wędliny i płynnego żółtka. Dzisiaj to danie można łatwo zamienić w nowoczesne śniadanie, serwując tak przygotowaną mortadelę na grubej kromce opieczonego, rzemieślniczego chleba na zakwasie. Całość wystarczy posypać świeżym szczypiorkiem dla kontrastu. Wersja kotletów z mortadeli faszerowanych serem to z kolei polski ukłon w stronę eleganckiego sznycla Cordon Bleu. Aby odtworzyć ten pomysł we współczesnym wydaniu, można przełożyć dwa plastry mortadeli ulubionym serem, na przykład dojrzałym cheddarem, wyrazistym gruyère lub wędzonym oscypkiem, a następnie mocno docisnąć i podwójnie opanierować. Pod wpływem temperatury ser wspaniale się rozpuści, tworząc ciągnący się, kremowy środek. Smak takiego kotleta można dodatkowo podkręcić, ukrywając pod serem odrobinę karmelizowanej cebuli, suszonych pomidorów lub kilka plasterków marynowanego jalapeño.
Tradycyjny, gruby kotlet z mortadeli doskonale odnajdzie się też w formie nowoczesnego street foodu. Zamiast podawać go na talerzu, można zamknąć gorący, chrupiący krążek w miękkiej, maślanej bułce brioche, tworząc w ten sposób polską wariację na temat japońskiej kanapki katsu sando lub po prostu pysznego burgera. Wystarczy dodać do środka pikantny majonez wymieszany ze srirachą, chrupiącą sałatę lodową oraz czerwoną cebulę szybko marynowaną w occie jabłkowym, aby całkowicie odmienić charakter tego nostalgicznego składnika. Jeśli jednak wolisz tradycyjną formę obiadową na talerzu, to smażone kotlety z mortadeli, podane z kluskami kładzionymi i surówką z kapusty, powinny trafić w gust osób po pięćdziesiątce i około czterdziestki. Ja tu nikogo nie faworyzuję, wiem po prostu, kiedy to danie było popularne!
SMAŻONE KOTLETY Z MORTADELI
SMAŻONE KOTLETY Z MORTADELI – składniki:
- 4 dość grube plastry mortadeli, nawet 1 cm grubości
- 2 jajka
- ½ szklanki bułki tartej (uwaga – osoby na diecie bezglutenowej wybierają bułkę gluten free)
- 4 łyżki oleju do smażenia
- 1 łyżka masła
SMAŻONE KOTLETY Z MORTADELI – przepis:
- Do talerza wbijam jajka, mieszam je na jednolitą masę.
- Do drugiego talerza wsypuję bułkę tartą.
- Z plastrów mortadeli zdejmuję osłonkę.
- Na patelni rozgrzewam olej z masłem.
- Plaster mortadeli maczam w jajku i obtaczam w bułce tartej. Smażę na złoto na średnim gazie, następnie odwracam i smażę z drugiej strony.
- Kotlety z mortadeli można zjeść z chlebem albo klasycznie z ziemniakami lub kaszą.
SMAŻONE KOTLETY Z MORTADELI i często zadawane pytania do tego przepisu
Jak przygotować chrupiące smażone kotlety z mortadeli?
Aby zrobić chrupiące smażone kotlety z mortadeli, musisz pokroić wędlinę na równe plastry. Najlepsza grubość to około jednego centymetra. Zawsze pamiętaj o zdjęciu sztucznej osłonki z każdego kawałka. Panieruj plastry najpierw w roztrzepanym jajku z solą i pieprzem. Potem obficie obtocz je w bułce tartej. Smaż całość na mocno rozgrzanym oleju z dodatkiem masła. Złocista skorupka to znak gotowości dania ot tak po prostu.
Z czym najlepiej podawać smażone kotlety z mortadeli?
W czasach kryzysu smażone kotlety z mortadeli trafiały na stół najczęściej z kopą tłuczonych ziemniaków. Całość posypywało się świeżym koperkiem. Ja chętnie podaję je z domowymi kluskami kładzionymi oraz surówką z kapusty kiszonej i papryki. Możesz też wykorzystać je w formie nowoczesnego street foodu. Wystarczy zamknąć gorący krążek w maślanej bułce brioche z dodatkiem pikantnego majonezu. Zobacz też inne moje przepisy z PRL po więcej nostalgicznych inspiracji.
O czym absolutnie nie można zapomnieć robiąc smażone kotlety z mortadeli?
Kluczowym krokiem przygotowując smażone kotlety z mortadeli jest usunięcie osłonki z brzegów wędliny przed panierowaniem. Zapomnienie o tym etapie kończy się żuciem plastiku przy obiedzie. Ważna jest również odpowiednia grubość plastrów mięsa. Zbyt cienkie kawałki szybko wysychają na patelni. Zbyt grube z kolei nie zyskują odpowiedniej temperatury w samym środku.
Czy można urozmaicić tradycyjne smażone kotlety z mortadeli?
Zdecydowanie tak. Możesz przygotować smażone kotlety z mortadeli w wersji inspirowanej eleganckim sznyclem Cordon Bleu. Wystarczy przełożyć dwa plastry wędliny wyrazistym serem. Świetnie sprawdzi się dojrzały cheddar lub wędzony oscypek. Następnie mocno dociśnij całość i podwójnie opanieruj. W ten sposób zrobisz pyszne kotlety z mortadeli faszerowane serem. Pod wpływem temperatury nabiorą one fantastycznego, kremowego środka.


