W wielu domach to właśnie truskawki ze śmietaną są w czerwcu królowymi owoców na polskich stołach. Truskawki ze śmietaną jada się na śniadanie, podaje z twarożkiem na lunch, miesza z makaronem też czasami serem. Pasują do ryżu, do klusek leniwych, o klusek lanych i kładzionych. Chociaż chyba wersja jedzenia owoców z makaronem jest charakterystyczna dla europy wschodniej to wiem, że sporo osób będąc w Polsce doświadcza szoku ale i pozytywnego zdziwienie. Pewnie nie wszyscy, chociaż ja nie wiem jak truskawki ze śmietaną Maluta, śmietana Strzałkowo lub President mogą komuś nie smakować, toż to co najmniej dziwne! Ich aksamitna konsystencja i lekko kwaskowaty profil idealnie łączą się z soczystymi truskawkami, tworząc gęsty, zawiesisty sos, który z przyjemnością wyjadam łyżką z miski. Truskawki trzeba rozdrobnić, można je pokroić, zblendować, pulsacyjnie posiekać w malakserze lub po prostu ugnieść widelcem.
Mama wczoraj przywiozła mi 3 skrzyneczki truskawek z Lidla i 1 z bazarku. Fakt, rzuciłam się na nie jak ja wiewiórka na orzeszki. Pierwsze w tym roku, zjadłam pół sitka i mnie uczuliły. Tu zmieszało się zadowolenie z realnością, zdrowiem i wyobrażeniem cudownych pól pełnych soczystszych owoców bez chmury oprysków. No cóż, jeszcze nie jeden przepis z truskawkami będę Wam w tym roku pokazywać, może następne partie będą mniej sypane na przykład, jak to się potocznie mówi. Stoję nad zlewem i ostrożnie płuczę w durszlaku łubiankę pachnących, dojrzałych truskawek. Woda z pluskiem obmywa czerwone owoce, a cała kuchnia błyskawicznie wypełnia się tym niesamowicie słodkim, intensywnym aromatem, którego po prostu nie da się pomylić z niczym innym. Odrywam zielone szypułki, a moje palce natychmiast barwią się na rubinowy kolor. Szybko przypominam sobie o jednorazowych rękawiczkach ;) Dla mnie to jest właśnie ten moment, w którym kuchnia owocowa-warzywna ożywa na nowo. Właśnie przygotowuję absolutny klasyk, najprostszą i najbardziej genialną w swojej prostocie potrawę pod słońcem, która od razu przywołuje na myśl uśmiech i beztroskę.
Zawsze podkreślam, jak ważna w naszej kuchni jest jakość składników, a przy tak nieskomplikowanych zestawieniach to już sprawa życia i śmierci. Nie kupuję truskawek z importu, zamkniętych w plastikowych wytłoczkach, które w smaku przypominają styropian, a pod palcami są twarde jak jabłka. Szukam tych naszych, polskich, gruntowych owoców, kupowanych u sprawdzonych rolników na lokalnym targu lub marketach. Nie wiem, już kto sprawdza je jakimiś normami pozostałości po opryskach na przykład. Tu mam jednak ograniczone mocno zaufanie. Owoce mają być nieregularne, głęboko czerwone i na tyle miękkie, żeby same rozpadały się pod naciskiem widelca. Szanuję te małe uprawy i zawsze zachęcam do wspierania lokalnych sprzedawców, bo to oni dostarczają nam produkty, z których możemy wyczarować prawdziwe, pełne naturalnego smaku potrawy na miarę dawnych lat. O ile nie przywożą ich z giełdy w Broniszach, wtedy to już chyba bez różnicy.
Kiedy owoce lądują w głębokiej misce, przychodzi czas na drugi, kluczowy element. Tu nie ma miejsca na kompromisy i udawanie, że wodnisty jogurt typu light zastąpi prawdziwy nabiał. Prawdziwa śmietana ma być gęsta, najlepiej tradycyjnie kwaszona, o zawartości tłuszczu 12%, 18% lub nawet 30%, jeśli mamy ochotę na coś wybitnie kremowego i dekadenckiego. Tłuszcz to przecież najlepszy nośnik smaku. W naszej staropolskiej kuchni, gdzie nabiał odgrywał ogromną rolę, nikt nie odchudzał jedzenia na siłę. Śmietana prosto od krowy, naturalnie gęsta i kwaśna zbierana łyżką z wierzchu kanki, idealnie otulała słodkie owoce, tworząc aksamitny kontrast, który do dzisiaj kojarzy mi się z bezpiecznym, rodzinnym domem i wakacjami nad jeziorem. Oczywiście, jeśli ktoś ze względów dietetycznych musi uważać, chudy nabiał też spełni swoje zadanie, ale musimy się pogodzić z tym, że to już nie będzie ten sam nostalgiczny smak.
Mam patent :) Podczas obierania owoców na blacie rośnie spory stosik zielonych szypułek z resztkami miąższu. Zgodnie z moją żelazną zasadą zero waste, absolutnie ich nie wyrzucam do kosza! W wielu domach te zielone końcówki od razu lądują w śmietniku, a przecież to ogromne marnotrawstwo. Ja wrzucam je do dużego dzbanka, zalewam zimną, filtrowaną wodą, dorzucam gałązkę świeżej mięty z doniczki i odstawiam na trochę do lodówki. Po godzinie mam genialną, orzeźwiającą wodę truskawkową, idealną do popijania w ciągu dnia. Szacunek do jedzenia to umiejętność wykorzystania każdej jego części, a takie proste nawyki pozwalają nam nie tylko oszczędzać, ale też odkrywać nowe, świetne rozwiązania w codziennym gotowaniu.
Sposób podania to w każdym domu sprawa bardzo indywidualna. U mnie tradycyjnie dzieli się owoce na dwie części. Czasami połowę rozgniatam widelcem na nieregularny, wypuszczający mnóstwo soku mus, który rewelacyjnie łączy się ze śmietaną, a resztę kroję na połówki, żeby było w co ugryźć. Jeśli z wielkiej łubianki zostaje mi trochę tych pięknych, czerwonych owoców na następny dzień, bardzo chętnie wykorzystuję je do stworzenia szybkiego obiadu na słodko. Wtedy na stół wjeżdża niezawodny, uwielbiany przez wszystkich domowników makaron z truskawkami, którego słodko-śmietankowy, gęsty sos to czysta poezja na talerzu. A kiedy potrzebuję czegoś pożywnego do wypicia w biegu, wrzucam owoce do kielicha blendera i w kilka chwil robię gęsty koktajl truskawkowy, idealny na podwieczorek. A jak się jeszcze łyżkę bezsmakowego białka w proszku doda, to będzie proteinowy.
Na sam koniec zostaje doprawienie naszej miski. W dzieciństwie do owoców trafiały hojne łyżki białego cukru, którego kryształki wspaniale chrupały między zębami przy każdym kęsie. Dzisiaj znacznie częściej sięgam po cukier trzcinowy, dodający delikatnie karmelowej nuty, albo polewam całość prawdziwym, lejącym się miodem rzepakowym z zaprzyjaźnionej, lokalnej pasieki. Zasypuję truskawki, kładę na wierzch solidne kleksy zimnej, gęstej śmietany i delikatnie, bardzo powoli mieszam całość łyżką. Sok z rozgniecionych owoców powoli barwi nabiał na uroczy, jasnoróżowy kolor. Biorę dużą miskę, siadam wygodnie przy kuchennym stole i po prostu cieszę się każdą łyżką tego najzwyklejszego, a zarazem najbardziej wyczekiwanego posiłku na świecie.Kluczem do sukcesu są tu bardzo słodkie, dojrzałe w słońcu polskie truskawki i gęsta, prawdziwa śmietana, która wspaniale otula każdy owoc. Truskawki ze śmietaną to nie tyle skomplikowany przepis, co prosta instrukcja powrotu do smaków z dzieciństwa.
TRUSKAWKI ZE ŚMIETANĄ
TRUSKAWKI ZE ŚMIETANĄ – składniki:
- 1 kg dojrzałych, słodkich polskich truskawek gruntowych
- 400 g gęstej, prawdziwej śmietany kwaszonej (najlepiej 18% lub 12%)
- 3-4 łyżki cukru trzcinowego, białego lub ulubionego miodu (ilość do smaku)
TRUSKAWKI ZE ŚMIETANĄ – przepis:
- Truskawki przekładam do durszlaka i ostrożnie płuczę pod strumieniem zimnej, bieżącej wody, starając się ich nie uszkodzić.
- Odrywam zielone szypułki z każdego owocu (zachowuję je w osobnym pojemniku do przygotowania owocowej wody zero waste).
- Połowę umytych i obranych truskawek wrzucam do dużej miski i rozgniatam dość mocno widelcem, aby puściły jak najwięcej naturalnego soku.
- Pozostałą część owoców kroję nożem na połówki lub ćwiartki i dorzucam do rozgniecionego w misce musu.
- Całość posypuję równomiernie cukrem trzcinowym lub polewam miodem, a następnie dodaję całą gęstą śmietanę. Można też odwrotnie najpierw ułożyć dużo śmietany i potem na niej truskawki i też pięknie wyglądają.
- Opcjonalnie mieszam wszystko delikatnie łyżką, aż śmietana połączy się z sokiem, przybierając piękny, różowy kolor, i od razu podaję na stół, w sumie co u się dziwić truskawki ze śmietaną są pyszne, sycą, cieszą smakiem i dodają porcji energii.


