Pierwszy raz kupiłam takie brokuły bimi, smakują jak połączenie brokuła, szparaga i fasolki szparagowej. Brokuły bimi broccolini spotkacie też pod różnymi nazwami. Spoko, bardzo ciekawy produkt. Ja kupiłam w Selgrosie, ale czytelnicy piszą, że bywa w Carrefourze, w Lidlu, w Biedronce i na bazarkach. Broccolini, Aspabroc, Bimi, baby broccoli lub tenderstem broccoli, o tak się nazywają. Są dla mnie zaskoczeniem. Nie to, że teraz to ja już przepadłam na ich punkcie, bo brokuły to ja tak bardziej z rozsądku jadam i z potrzeby zielonego, ale w takiej wersji wydają się znacznie fajniejsze. Mniej brokułowe, nie tak mocno smakują szparagiem jak szparag. Są dość długie i elastyczne, przyjmują bułkę tartą smażoną na maśle w idealny sposób. Fajnie sprawdzą się jako dodatek do dań azjatyckich, do zapiekanek warzywnych, nawet do jajecznicy, a z makaronem i sosem serowym czy śmietanowym to już na pewno bajka. Spróbuję niedługo.
Kiedy wchodzę do warzywniaka lub działu warzywnego marketu, zazwyczaj najpierw szukam wzrokiem tego, co doskonale znam i co mocno osadzone jest w naszej rodzimej, polskiej tradycji. Szukam twardych, ubrudzonych ziemią korzeni, pękatych buraków, ziemniaków, warzyw korzeniowych generalnie, swojskiej kapusty i dorodnych jabłek. Jednak od czasu do czasu, pomiędzy tymi naszymi wspaniałymi, klasycznymi zbiorami, potrafi błysnąć coś zupełnie nowego, co natychmiast przykuwa wzrok i budzi czystą, kulinarną ciekawość. Tak właśnie było z brokułami Bimi, które weszły do mojej kuchni cichutko, bez wielkich fanfar, a z miejsca rozgościły się w niej na dobre, kradnąc moje serce absolutnie bez reszty.
Dla wielu osób Bimi wciąż brzmi jak jakaś egzotyczna nowinka, z którą do końca nie wiadomo, co zrobić. Często mylimy je z młodymi, niedojrzałymi pędami zwykłego brokuła, a tymczasem prawda jest zupełnie inna i niezwykle fascynująca. Bimi, na świecie znane również pod nazwą broccolini, to genialna, naturalna krzyżówka naszego klasycznego, pękatego brokuła z chińskim warzywem o nazwie gai lan, zwanym potocznie chińskim brokułem lub jarmużem. Z tego niezwykłego mariażu Wschodu z Zachodem narodziło się warzywo o nieprawdopodobnej wręcz elegancji. Ma smukłe, długie i jędrne łodyżki oraz malutkie, urocze różyczki, które na talerzu wyglądają jak wyciągnięte prosto z kuchni wykwintnej, drogiej restauracji.
Tym, co jednak ostatecznie przekonuje do Bimi każdego domowego kucharza, jest jego niesamowity smak i genialna struktura. Klasyczny brokuł, choć wspaniały i zdrowy, ma niestety tę zgubną tendencję do rozpadania się i zamieniania w wodnistą, siarkową papkę, jeśli tylko na chwilę zapomnimy o nim podczas gotowania. Bimi to zupełnie inna, o wiele bardziej szlachetna bajka. Jest naturalnie słodkie, pozbawione tej ciężkiej, kapustnej goryczki i kryje w sobie cudowną, lekko orzechową nutę. Co więcej, chrupie! Jego łodygi pozostają wspaniale sprężyste, co nadaje każdemu daniu genialnego, wielowymiarowego charakteru.
W dzisiejszych czasach, kiedy tak mocno staramy się zwracać uwagę na ekologię, szacunek do surowca i zasady zero waste, to smukłe warzywo zdaje egzamin na szóstkę z plusem. W przypadku Bimi niczego nie wyrzucamy, niczego nie obieramy i nie odkrawamy grubych, zdrewniałych głąbów, które w tradycyjnych brokułach często lądują w kompoście. Zjadamy je w całości, od samej podstawy długiej łodyżki, aż po wierzchołek kwiatostanu. To piękne uczucie, kiedy kupujesz pęczek warzyw i w stu procentach zamieniasz go w pyszny, pełnowartościowy posiłek, bez generowania choćby najmniejszych odpadków.
Jak zatem potraktować to zielone złoto w naszej codziennej, domowej kuchni? Zdecydowanie z ogromną czułością i kulinarnym umiarem. Bimi nie lubi długiego gotowania, które zabiłoby jego niesamowity kolor i pożądaną chrupkość. Najlepiej wrzucić je na dosłownie dwie, może trzy minuty do mocno osolonego wrzątku, a następnie błyskawicznie zahartować w lodowatej wodzie. Tak przygotowane, genialnie odnajduje się rzucone na mocno rozgrzaną patelnię. Ja najczęściej podsmażam je krótko na prawdziwym maśle z dodatkiem odrobiny dobrej oliwy, dorzucam zgnieciony ząbek czosnku, szczyptę płatków chili i garść uprażonych płatków migdałowych. Kiedy to wszystko skwierczy i pachnie na całą kuchnię, wiem, że mam przed sobą dodatek do obiadu, który często przyćmiewa nawet samo danie główne.
Nasza kuchnia nieustannie ewoluuje i choć na co dzień tak bardzo kocham wracać do polskich korzeni, do naszych kasz, klusek i pieczonych pasztetów, to ogromnie doceniam to, jak szeroko otwiera się przed nami kulinarny świat. Robienie miejsca na naszych stołach dla takich fantastycznych odkryć jak Bimi wcale nie odbiera nam naszej tradycji. Wręcz przeciwnie, pięknie ją uzupełnia, wprowadza mnóstwo radosnego koloru, zdrowia i przypomina nam o tym, dlaczego tak bardzo lubimy eksperymentować przy kuchennym blacie. Bo jedzenie to nieustanna podróż, a to chrupiące, zielone warzywo to jeden z najsmaczniejszych biletów w nieznane, jaki ostatnio wpadł w moje ręce. Ja brokuły Bimi podałam z obsmażoną na maśle bułką tartą. Tak dobrze znaną z czasów mojego dzieciństwa. Tak jadło się kalafiory, fasolkę szparagową, bób… Wiem, wiem, w wielu domach obsmażoną, złocistą bułkę tartą się soli, a u mnie słodzi. Taka słodka ze mnie dziewczyna, że nawet brokuła ja lubię z cukrem. Zapraszam na brokuły Bimi w polskim stylu, takim, że nawet dzieci się im nie oprą.
BROKUŁY BIMI
BROKUŁY BIMI – składniki:
- 1 pęczek brokułów Bimi (ok. 200 g)
- 2 czubate łyżki prawdziwego masła (minimum 82% tłuszczu)
- 2-3 łyżki dobrej jakości bułki tartej
- sól do gotowania wody
- cukier do posypania gotowego dania na talerzu
BROKUŁY BIMI – przepis:
- Brokuły Bimi dokładnie płuczę pod zimną, bieżącą wodą. Pamiętaj, że nie musisz ich obierać ani odcinać końcówek, te smukłe łodyżki są w całości jadalne i najsmaczniejsze.
- W szerokim garnku zagotowuję wodę i dość obficie ją solę. Na mocno wrzącą wodę wrzucam przygotowane pędy Bimi.
- Gotuję je bardzo krótko, zazwyczaj wystarczają 3 do 4 minut. Chodzi o to, aby zachowały swój jaskrawie zielony kolor i pozostały przyjemnie chrupiące (al dente).
- Ugotowane warzywa odcedzam na sicie i pozwalam im przez chwilę odparować z nadmiaru wody, aby okrasa lepiej do nich przywarła.
- W międzyczasie wsypuję bułkę tartą i cały czas mieszając, smażę ją na małym ogniu, aż będzie złota. Na koniec dokładam masło, roztapiam je i mieszam, po czym wyłączam gaz, gdy zacznie skwierczeć.
- Czekam cierpliwie, aż bułka tarta wchłonie masło i nabierze pięknego, ciemnozłotego koloru oraz orzechowego aromatu. Uważaj, by jej nie przypalić!
- Gorące Bimi układam na talerzu, obficie polewam chrupiącą okrasą prosto z patelni, a na sam koniec posypuję z wierzchu odrobiną cukru. No, jak wolisz soli, kłócić się nie będę, chociaż ja wolę na słodko.
Często zadawane pytania:
Czym charakteryzują się brokuły bimi?
Brokuły bimi to wyjątkowa i naturalna krzyżówka tradycyjnego brokuła z chińskim warzywem o nazwie gai lan. Mają one charakterystyczne, smukłe łodyżki oraz małe i urocze różyczki. W smaku są znacznie delikatniejsze od klasycznej wersji. Mają w sobie przyjemną i lekko orzechową nutę. Ot tak po prostu.
Ile czasu trzeba gotować brokuły bimi?
Te zielone pędy wymagają bardzo krótkiej obróbki termicznej. Zazwyczaj wystarczają im trzy lub cztery minuty w osolonym wrzątku. Ważne jest, aby brokuły bimi pozostały jędrne i chrupiące po ugotowaniu. Zachowują wtedy swój piękny i intensywny kolor.
Czy brokuły bimi należy obierać przed przygotowaniem?
W przypadku tego warzywa nie ma absolutnie żadnej potrzeby obierania łodyżek. Brokuły bimi są jadalne w całości. Wykorzystujemy je od samej podstawy aż po sam czubek kwiatostanu. Jest to idealne rozwiązanie dla osób ceniących zasady zero waste w swojej kuchni.
Z czym najlepiej podawać brokuły bimi?
Moim zdaniem brokuły bimi smakują najlepiej podane w polskim stylu ze złocistą bułką tartą i masłem. Możesz je również wykorzystać jako dodatek do dań azjatyckich lub kolorowych zapiekanek. Inne pyszne inspiracje na zielone dodatki znajdziesz w moich przepisach na brokuły, które zawsze sprawdzają się na domowy obiad.


