Zobaczcie. Trzy doby gotowany bulion wołowy na kościach z kawałkami mięsa z elementami chrząstek. Bulion wołowy na kościach to nie rosół – to bardziej eliksir, który pije się po 100-150 ml rano, a nie wcina z makaronem. Chociaż, zabraniać nikomu nie będę. Robię go tylko wtedy, gdy uda mi się kupić odpowiednie kości. Generalnie w sprzedaży dostaniecie kości wołowe długie, przekrojone na pół – to są kości do pieczenia i wyjadania szpiku łyżeczką. Temat porzucam na tę chwilę, bo smak jest dość specyficzny i nie każdemu ta galaretowato-tłuszczowa konsystencja odpowiada. Są też kości krojone na mniejsze kawałki – to kości do pieczenia, ale również do podpieczenia i gotowania, lub tylko gotowania wywarów kostnych. Ale to również nie jest tym, o co mi chodzi. Ja szukam kości, chrząstek i kawałków mięsa. Powinno być wszystko, żeby smak i skład bulionu był zrównoważony. Podlinkuję Wam kości wołowe garmażeryjne, ale te mają jeszcze za mało mięsa, więc warto byłoby dodać kości rosołowe mieszane. Muszą być kości ze szpikiem, chrząstki i trochę mięsa.
Chciałam zwrócić uwagę na kolor i na to, jak wygotowały się owe kości, zmieniając się w strukturę miękkiej gąbki. I to jest właśnie prawdziwy kolagenowy bulion kostny, do którego inne mówią „szefie”. Obiecałam, to wstawiam przepis z samego rana. Gotuję dla mojej rodziny od blisko 35 lat i przez ten czas zrozumiałam jedną, najważniejszą rzecz: dobre składniki, spokój, powtarzalność, eksperymentowanie i cierpliwość są w kuchni najcenniejszymi składnikami. Karmienie bliskich to dla mnie sposób na pokazanie im miłości, dlatego szukam przepisów, które nie tylko wyśmienicie smakują, ale przede wszystkim budują ich zdrowie. Tak narodził się mój domowy bulion mocy, czyli esencjonalny bulion wołowy na kościach, chrząstkach i mięsie, który na mojej kuchni pyrka przez pełne trzy doby. To nie jest zwykła zupa, to prawdziwy eliksir zdrowia, który wymaga czasu, ale odwdzięcza się niesamowitą wartością odżywczą.
Mój bulion kolagenowy powstaje z precyzyjnie dobranych składników, ponieważ jakość bazy decyduje o końcowym efekcie. Dlatego podlinkowałam wam wyżej różne rodzaje kości, mimo że teoretycznie wszystkie są takie same, ale tak nie jest. Szkoda, że nie zrobiłam zdjęć przed gotowaniem. Nic straconego, zrobię w przyszłym tygodniu zdjęcia krok po kroku, jak tylko wpadnę do sklepu. Zawsze wybieram kości wołowe szpikowe, które nadają wywarowi głębi, oraz kości z dużą ilością chrząstek, takie jak kolanka czy ogony. To właśnie w nich ukryte jest największe bogactwo. Do garnka trafia też czasami kawałek dobrego mięsa wołowego, jeśli na kościach go nie było, oraz zestaw warzyw korzeniowych. Dużo marchewki, pietruszki i selera. Zaglądam do garnka co kilka godzin. Zazwyczaj wstawiam bulion około godziny 20:00 – gdy się zagotuje, zmniejszam gaz i zostawiam go na malusieńkim ogniu na noc. W nocy też do niego zaglądam, ma tylko pyrkać. Kiedy po trzech dobach zaglądam do garnka, widzę magię, która tam zaszła. Chrząstki z zupy stają się galaretowate i miękkie, zupełnie rozpływają się w ustach albo od razu łączą z bulionem. Same kości zmieniają swoją strukturę.
Wielu moich znajomych pyta mnie, dlaczego kości po gotowaniu dostają charakterystycznych dziurek i stają się kruche. Odpowiedź jest prosta i fascynująca. Podczas tych 72 godzin gotowania na bardzo małym ogniu następuje proces uwalniania minerałów do wywaru. Po 3 dobach kości oddają do bulionu wszystko to, co mają w sobie najcenniejsze, czyli wapń, fosfor oraz magnez. Dziurki w kościach to znak, że ich wewnętrzna struktura mineralna została „wypłukana” wprost do mojego bulionu wołowego. To właśnie dlatego ten płyn jest tak gęsty i pełen wartości, których nie znajdziemy w żadnej innej potrawie.
BULION WOŁOWY NA KOŚCIACH
Moja rodzina wie, że kubek takiego gorącego wywaru to najlepsza profilaktyka i wsparcie dla odporności. Warzywa korzeniowe gotowane tak długo oddają swoją słodycz i mikroelementy, tworząc z wywarem z kości spójną całość. Choć 72 godziny mogą wydawać się wiecznością, zapewniam Was, że zapach i moc, jaką ma ten bulion wołowy na kościach, są warte każdej minuty oczekiwania. To esencja domowej kuchni, w której czas pracuje na naszą korzyść, a tradycyjne podejście do gotowania okazuje się najzdrowszym wyborem dla tych, których kochamy najbardziej. Moi dawni znajomi gotowali bulion przez 7 dób – właściwie wystarczyło go potem przelać przez drobne sitko. Ja jeszcze tak nie robiłam, ale wszystko przede mną.
To, co czyni ten bulion wołowy wyjątkowym, to zawartość naturalnej glukozaminy i chondroityny. Są to związki, które uwalniają się z chrząstek i są zbawienne dla naszych stawów. Jako osoba, która dba o sprawność swojej rodziny, wiem, jak ważne jest dostarczanie tych składników w naturalnej formie. Dodatkowo szpik kostny z kości długich, który wytapia się podczas gotowania, wzbogaca bulion o zdrowe tłuszcze i witaminy rozpuszczalne w tłuszczach. Dzięki długiemu procesowi gotowania uzyskuję napój, który po wystygnięciu zamienia się w twardą galaretę. To najlepszy dowód na potężną dawkę kolagenu.
Często tłumaczę moim bliskim, że ten bulion gotowany na malutkim ogniu przez tak długi czas staje się czymś znacznie więcej niż bazą do zupy – w sumie aż szkoda byłoby go tylko tak używać. To naturalne lekarstwo, które w mojej kuchni cenimy najbardziej. Dzięki temu, że wywar jedynie mruga czy też pyrga, nie doprowadzam do gwałtownego wrzenia, które mogłoby zniszczyć cenne struktury białkowe. Taka powolna obróbka termiczna sprawia, że bulion jest niesamowicie esencjonalny i działa kojąco na cały nasz układ pokarmowy, wyściełając jelita ochronną warstwą aminokwasów. W moim wieku i z moim doświadczeniem wiem, że to, co najzdrowsze, wymaga czasu, by w pełni dojrzeć i oddać nam swoje bogactwo.
Podczas tych trzech dób, z każdym kolejnym kwadransem, do mojego bulionu wołowego na kościach uwalnia się prawdziwa tablica Mendelejewa w najczystszej postaci. Z kości i szpiku przenikają do płynu nie tylko wspomniane minerały jak wapń czy fosfor, ale także cenne aminokwasy, takie jak glicyna i prolina, które są fundamentem dla naszej własnej produkcji kolagenu. Chrząstki, zmieniając się w galaretowatą formę, nasycają bulion biodostępną siarką i kwasem hialuronowym, które dbają o nasze stawy i skórę od wewnątrz. Z kolei mięso wołowe, rozpadające się pod wpływem temperatury, wzbogaca całość o witaminy z grupy B oraz żelazo. To właśnie ta synergia składników pochodzących z kości, szpiku, chrząstek i mięsa sprawia, że mój wołowy bulion mocy staje się potężnym wsparciem dla układu odpornościowego całej mojej rodziny.
BULION WOŁOWY NA KOŚCIACH
BULION WOŁOWY NA KOŚCIACH – składniki:
- 4-5 kg kości wołowych (szpikowe, chrząstki oraz kości kręgosłupa pokrojone na mniejsze kawałki wielkości pół dłoni)
- 8 marchewek
- 4 pietruszki
- 1 seler
- 1 czubata łyżeczka soli (zawsze łatwiej później dosolić)
- 10 listków laurowych
- 1 łyżka ziela angielskiego
BULION WOŁOWY NA KOŚCIACH – przepis:
- Kości wyjęłam z opakowań i przepłukałam pod kranem, żeby usunąć drobinki kostne. Włożyłam je do dużego garnka.
- Warzywa obrałam, przekroiłam wzdłuż na pół i dodałam do kości.
- Do garnka wsypałam sól, wrzuciłam listki laurowe i ziele angielskie.
- Nalałam tyle wody, aby przykryła mięso i kości na około 5 cm.
- Wstawiłam na gaz i gotowałam trzy doby (możecie gotować 6, 12 lub 24 godziny). Potraktujcie to jako eksperyment – próbujcie i sami sprawdźcie, jak zmienia się smak z upływem czasu. Wszystko na malusieńkim ogniu.
- Potem wyłączyłam, przestudziłam i odlałam wywar przez drobne sito.
- Bulion przelałam do pudełek do mrożenia. Z podanych ilości wyszło mi około 3,5 litra esencjonalnego wywaru kolagenowego. Najlepiej przed wypiciem trzymać go w lodówce. Bulion wołowy na kościach pije się po 100-150 ml rano – to bardziej eliksir niż zwykła zupa.
Często zadawane pytania:
Jakie kości najlepiej wybrać, aby przygotować esencjonalny bulion wołowy na kościach?
Do przygotowania najlepszego wywaru warto wybrać mieszankę różnych elementów. Idealny bulion wołowy na kościach wymaga kości szpikowych, które nadają głębi, oraz kości z dużą ilością chrząstek, takich jak kolanka czy ogony. Ot tak po prostu, im więcej chrząstek i kawałków mięsa, tym bardziej galaretowaty i bogaty w kolagen będzie Twój eliksir.
Jak długo powinien się gotować domowy bulion wołowy na kościach?
Mój sprawdzony bulion wołowy na kościach gotuję zazwyczaj przez pełne trzy doby, czyli 72 godziny. Tak długi czas pozwala na całkowite uwolnienie minerałów i kolagenu, dzięki czemu kości stają się kruche i porowate. Jeśli jednak nie masz tyle czasu, możesz gotować go krócej, ale pamiętaj, że to właśnie cierpliwość sprawia, że bulion wołowy na kościach staje się tak wartościowy.
Dlaczego bulion wołowy na kościach po wystygnięciu zmienia się w twardą galaretę?
Taka konsystencja to najlepszy dowód na potężną dawkę kolagenu, glukozaminy i chondroityny, które uwolniły się z kości i chrząstek podczas długiego gotowania. Prawidłowo przygotowany bulion wołowy na kościach powinien być tak gęsty po schłodzeniu, że można go niemal kroić nożem. Jeśli szukasz lżejszej bazy do zupy na co dzień, zobacz jak przygotować mój klasyczny rosół.
Czy warzywa do bulionu wołowego na kościach należy dodać na początku gotowania?
Tak, wszystkie warzywa korzeniowe, takie jak marchew, pietruszka i seler, wkładam do garnka razem z mięsem. Podczas tych trzech dób, gdy bulion wołowy na kościach powoli mruga na małym ogniu, warzywa oddają całą swoją słodycz i mikroelementy do wywaru, tworząc z nim spójną i aromatyczną całość.



Wiem, że kiedy szukałam czegoś co skutecznie pomoże mojemu psu na koszmarne problemy ze stawami sąsiadka, też psiara, podpowiedziała mi te skorupki. Potem znalazłam informację o bulionie kolagenowym. I teraz stosuje przez dwa dni w tygodniu razem te przepisy.
Skorupki, upieczone i zmielone na proszek w młynku do kawy, sama stosuję dodając do naleśników lub ciasta na pierogi. Rosół dla siebie robię z trochę inny bo dodaje przyprawy i więcej różnych mięs i też długo, powolutku gotuję.
Każdy ma inne potrzeby więc spokojnie można sobie poszukać tego co dla konkretnego człowieka jest dobre i mu służy.
kojarzy mi się z zupa Pho azjatycka ja gotuję 10 h
mi pomogła na przeziębienie co trwało miesiąc czasu
No I taki bulion to ja rozumiem 😍
Tez tak gotuje
Ooooo ja chetna ❤️