Tyle razy była fasolka po bretońsku, to teraz będzie soczewica po bretońsku, czyli z kiełbasą i koncentratem. Soczewica po bretońsku jest taką opcją na szybko, jeśli zapomnę nastawić na noc do namoczenia fasolkę Piękny Jaś, perłową lub jakąś inną, którą akurat mam pod ręką. Tak było wczoraj, więc dzisiaj padło na soczewicę zieloną, która czekała spokojnie na wykorzystanie w kuchennej spiżarce. W piątek kupiłam swojską kiełbasę, zapomniałam o koncentracie, ale pożyczyłam od mamy. Do tego obsmażona na złoto cebulka, trochę słodkiej papryki, ostrej, sól, pieprz i w sumie w 30 minut soczewica po bretońsku jest gotowa do jedzenia. A właśnie, gdy na opakowaniu jakiegoś produktu spożywczego napisane jest, że produkt może zawierać gluten (jęczmień, owies, pszenica, żyto, orkisz), nasiona sezamu, to trzeba to brać do siebie. Takiej ilości zboża jak w soczewicy zielonej Melvit to ja jeszcze nie widziałam.
Polska kuchnia stoi potrawami jednogarnkowymi, które cudownie rozgrzewają, sycą na długie godziny i z każdym kolejnym dniem odgrzewania smakują tylko lepiej. Królową takich obiadów jest oczywiście niezastąpiona fasolka po bretońsku. Czasami jednak brakuje nam czasu na wielogodzinne moczenie białej fasoli, a głód i ochota na ten konkretny, pomidorowo-wędzony smak są ogromne. Wtedy w mojej kuchni pojawia się genialna alternatywa – soczewica po bretońsku. To nic innego jak wariacja na temat naszego popularnego dania, w którym tradycyjną, dużą fasolę zastępuje drobna soczewica zielona. Gotuje się ją znacznie szybciej, nie wymaga wcześniejszego planowania i namaczania, a efekt końcowy jest tak samo gęsty, aromatyczny i po prostu pyszny.
Sama soczewica to zresztą fascynujący temat, bo jej odmiany dają nam w kuchni niesamowite możliwości. Czerwona i żółta soczewica błyskawicznie się rozpadają, więc są idealne do zagęszczania zup, robienia kremów czy indyjskich dhalów. Czarna soczewica beluga pięknie trzyma swój kształt, wyglądając na talerzu niczym wegański kawior i ma ziemisty smak. Natomiast soczewica zielona i brązowa to absolutne mistrzynie potraw takich jak dzisiejsza. Po ugotowaniu zachowują swoją strukturę, ale w środku stają się cudownie kremowe. Warto po nie sięgać jak najczęściej, bo strączki to prawdziwa skarbnica zdrowia. Zawartość wspaniale przyswajalnego, roślinnego białka w soczewicy jest potężna, co czyni ją niezwykle ważnym, zdrowym i po prostu potrzebnym elementem naszej codziennej diety, niezależnie od tego, czy jemy mięso, czy nie.
Skoro jednak jesteśmy przy potrawach „po bretońsku”, to nie oszukujmy się – ich duszą jest porządna, pachnąca dymem wkładka mięsna. Zawsze zachęcam Was do unikania wysoce przetworzonej żywności z marketów. Sama od czasu do czasu z ogromną przyjemnością odpalam moją ogrodową wędzarnię, robię własne wyroby i pokazuję Wam domowe przepisy na ich przygotowanie. Kiedy tylko o tym pomyślę, od razu mam ogromną ochotę na zrobienie solidnej, wiejskiej kiełbasy, pysznej kiełbasy podpiekanej, klasycznej białej na zbliżające się święta i uwędzenie pięknego kawałka boczku. Tym razem jednak życie zweryfikowało moje plany i wykorzystałam dobrą jakościowo kiełbasę ze sklepu. Taki jest urok codziennego gotowania, czasami trzeba pójść na kompromis, by obiad wylądował na stole na czas.
Kolejnym kluczowym elementem tego dania jest pomidorowa baza. W pełni sezonu letniego, kiedy słońce praży niemiłosiernie, zawsze powtarzam, że warto do fasoli czy soczewicy po bretońsku dodać świeże, krojone pomidory malinowe prosto z krzaka. Dają one niesamowitą świeżość i naturalną słodycz. Ale spójrzmy prawdzie w oczy, mamy połowę marca. Teraz nawet te drogie, szklarniowe pomidorki koktajlowe są w sklepach co najwyżej średnie, wodniste i bez wyrazu. Dlatego o tej porze roku najlepszym, najbardziej rozsądnym rozwiązaniem jest sięgnięcie po prostu po dobry, gęsty koncentrat pomidorowy. Zapewni on naszej potrawie ten pożądany, głęboki kolor i skoncentrowany smak, którego tak bardzo potrzebujemy.
W moim dzisiejszym przepisie na tę szybką wersję klasyka wykorzystałam 400 g zielonej soczewicy i aż 800 g kiełbasy, bo moi domownicy lubią, gdy w garnku jest naprawdę konkretnie. Do tego poszło 150 g wspomnianego koncentratu pomidorowego i 2 spore, bardzo słodkie cebule cukrowe, które po usmażeniu na złoto nadają całości fantastycznego charakteru. Całość doprawiłam niezwykle prosto, ale treściwie: solą, świeżo mielonym czarnym pieprzem oraz solidną dawką słodkiej i pikantnej papryki. Wędzona nuta z kiełbasy w połączeniu z tymi przyprawami tworzy zapach, który natychmiast przyciąga wszystkich do kuchni.
Soczewica po bretońsku to danie, które uratuje Was w niejednej podbramkowej sytuacji. Wystarczy podać do niej świeżą, chrupiącą pajdę chleba na zakwasie, by móc dokładnie wyczyścić talerz do ostatniej kropli sosu. Koniecznie wypróbujcie tę szybszą alternatywę, a gwarantuję Wam, że wpisze się ona na stałe w Wasz domowy, obiadowy repertuar. Rozgrzewająca soczewica zielona po bretońsku to ekspresowa wersja kultowego dania, jakim jest fasolka po bretońsku. Wybieram zawsze zieloną soczewicę, ponieważ po ugotowaniu świetnie trzyma swój kształt, idealnie naśladując w strukturze drobną fasolkę, a soczewica po bretońsku wychodzi wspaniale.
SOCZEWICA PO BRETOŃSKU
SOCZEWICA PO BRETOŃSKU – składniki:
- 400 g zielonej soczewicy
- 800 g ulubionej kiełbasy (wiejskiej, podwawelskiej lub śląskiej)
- 2 duże cebule cukrowe
- 150 g dobrego koncentratu pomidorowego
- 1 czubata łyżeczka słodkiej papryki w proszku
- pół łyżeczki ostrej papryki w proszku
- 2 łyżki oleju rzepakowego lub smalcu do smażenia
- do smaku: sól morska i świeżo mielony czarny pieprz
- około 2 szklanki wody lub gorącego bulionu (do podlania potrawy)
SOCZEWICA PO BRETOŃSKU – przepis:
- Zieloną soczewicę wsypuję na gęste sitko i bardzo dokładnie płuczę pod zimną, bieżącą wodą.
- Przesypuję soczewicę do średniego garnka, zalewam czystą wodą (w proporcji mniej więcej 1 porcja soczewicy na 2 porcje wody) i gotuję na małym ogniu przez około 25 minut, aż będzie miękka, ale wciąż jędrna i nierozpadająca się. Pod sam koniec gotowania lekko ją solę.
- W czasie gdy soczewica się gotuje, obieram cebule cukrowe i kroję je w dość drobną kostkę.
- Kiełbasę kroję w równe półplasterki lub w grubszą kostkę, tak jak lubię najbardziej.
- W dużym, szerokim garnku z grubym dnem rozgrzewam tłuszcz. Wrzucam pokrojoną cebulę i smażę ją przez kilka minut, aż ładnie się zeszkli i nabierze złotego koloru.
- Do zeszklonej cebuli dorzucam pokrojoną kiełbasę. Smażę wszystko razem na średnim ogniu, co jakiś czas mieszając, aż z kiełbasy wytopi się tłuszcz, a jej brzegi będą mocno i apetycznie przyrumienione.
- Zmniejszam ogień i dodaję do garnka koncentrat pomidorowy. Przesmażam go razem z kiełbasą i cebulą przez około minutę, cały czas mieszając. Ten krótki zabieg pozbawia koncentrat surowego posmaku i wydobywa z niego głębię.
- Wsypuję przyprawy: słodką i ostrą paprykę, sporą szczyptę pieprzu i odrobinę soli.
- Przekładam do garnka ugotowaną wcześniej zieloną soczewicę. Wszystko dokładnie mieszam.
- Dolewam około dwóch szklanek gorącej wody lub bulionu, ilość płynu zależy od tego, jak gęste dania lubicie.
- Duszę moją soczewicę po bretońsku na bardzo małym ogniu jeszcze przez około 5-10 minut, aby wszystkie smaki idealnie się przegryzły.
Często zadawane pytania:
Jak długo gotuje się soczewicę po bretońsku i ile wody dodać?
Gotowanie ziaren to kluczowy krok w tym przepisie. Najlepiej sprawdzi się proporcja jednej porcji ziaren na dwie porcje wody. Taka ilość płynu sprawia, że soczewica po bretońsku wychodzi idealnie miękka. Gotuj ją na małym ogniu przez około 25 minut. Pod sam koniec gotowania wystarczy dodać odrobinę soli. Wtedy ziarna zachowają swój kształt i nie rozpadną się w garnku.
Czy do ugotowania soczewicy po bretońsku mogę użyć innej odmiany ziaren?
Moja domowa soczewica po bretońsku najlepiej wychodzi z odmiany zielonej lub brązowej. Te gatunki wspaniale zachowują swoją strukturę po obróbce termicznej. W środku stają się cudownie kremowe. Czerwona lub żółta odmiana szybko się rozpada w trakcie gotowania. Z tego powodu nadaje się bardziej do zagęszczania zup. Czarna odmiana beluga przypomina wegański kawior i ma ziemisty smak. Możesz z nią poeksperymentować w swojej kuchni ot tak po prostu.
Z jakimi dodatkami soczewica po bretońsku smakuje najlepiej?
To gęste i aromatyczne danie wymaga odpowiedniego towarzystwa na talerzu. Najlepiej sprawdzi się świeża pajda chleba na zakwasie. Pozwoli ona dokładnie wyczyścić talerz do ostatniej kropli pysznego sosu. Jeśli masz ochotę na kulinarną przygodę, możesz przygotować własną wkładkę mięsną. W mojej kuchni często gości wiejska kiełbasa prosto z przydomowej wędzarni. Taki dodatek sprawia, że soczewica po bretońsku smakuje jeszcze lepiej i genialnie naśladuje tradycyjną fasolkę po bretońsku.
Czy do przepisu na soczewicę po bretońsku muszę dodawać świeże pomidory?
Wszystko zależy od aktualnej pory roku. W pełni letniego sezonu warto dorzucić świeże pomidory malinowe prosto z krzaka. Zapewniają one potrawie niesamowitą świeżość oraz naturalną słodycz. Jednak poza sezonem szklarniowe warzywa bywają często wodniste i bez wyrazu. Wtedy najlepszym rozwiązaniem jest po prostu gęsty koncentrat pomidorowy. Przesmaż go krótko na patelni razem z cebulką. Dzięki niemu domowa soczewica po bretońsku zyskuje głęboki kolor oraz skoncentrowany smak.


